Romantyczna (jak na Włocha przystało) recenzja LIKER Cord

Pierwsze zdanie na stronie Toys4Dogs: „Ta piłka jest jedną z tych, którą Twój pies pokocha od pierwszej zabawy!”. Oj, nic bardziej mylnego! Erni się z nią szybko zabawił i…. ale o tym zaraz.

Otrzymaliśmy piłę wraz z prenumeratą Dog&Sport (Dziękujemy – jesteście super!). Jest już z nami sporo czasu. Na początku Erni oblookał Likerkę od piły do sznura i pognał uwodzić inną, krąglejszą… piłkę. Byłam pewna, że mój delikatnie szarpiący się piesek, przepełniony nowymi doznaniami (zobacz niżej struktura) zainteresuje się nią bardziej, ale to było takie średnie meh. Po paru nieudanych próbach wyswatania Erniego z Likerką, pomarańcza odeszła w kąt.

Kochać to mocne słowo… Erni traci głowę kiedy spotyka na swej drodze owłosione tenisówki, które od czasu do czasu magicznie objawiają się w krzakach (mieszkamy koło kortu tenisowego). Za chwilę z taką zrobiłby każdą sztuczkę.

Likerka widocznie jest zbyt gładka… i mimo gumowatego sznurka nie pachnie tak ponętnie gumą i nie odbija się z wystarczającym wigorem. Likerka to nie piłka, która wprawiłaby Erniego w stan osłupienia… a gdzie teraz poleci? W którym kierunku? Muszę ją złapać! Rzucając nią o ziemię Likerka zrobi dość przewidywalny skok w bok… i to nie jakoś strasznie daleko. Celując w dal też nie nabierze prędkości (ponieważ jest ultra lekka) i pies nigdy nie poczuje tego dreszczyka emocji, że musi za nią biec bo może ją stracić. Jest mocno pomarańczowa – więc tak jakby krzyczała: nigdy, przenigdy się nie zgubię, zawsze będę przy Tobie Ernisiu!!!

Likerka ma jednak piękne wnętrze i trzeba ją po prostu lepiej poznać. Najlepiej w warunakch sam na sam, żeby w pobliżu nie było żadnej konkurencji. Ona musi być po prostu cierpliwa i wyczekać momentu, kiedy pieseł chce się troszkę z piłą popieścić… a ona jest akurat w pobliżu. Po paru takich sesjach Erni zapałał prawdziwym lovem do Likerki. Robi z nią rzeczy, które robi tylko z wyjątkowymi zabawkami, a nawet widać, że sprawia mu to niezłą frajdę. Aportuje wolno, ale szarpie się całkiem intensywnie, chwytając raz tu, raz tam… Zdecydowanie warto było czekać! Dobre szarpanko jest wiele warte.

IMG_6747.jpg

Pomarańczowa piłka na taśmie. Strukturą przypomina Pullera, ale jest nieco bardziej miękka. Piłka jest ultra lekka. Cena: średnia. O wytrzymałości nie będę pisać bo Erni generalnie jest aniołem i zabawek nie psuje. Jeśli zazdrościcie to zalajkujcie posta na Facebooku.

Tester w gotowości: jeśli jesteście na tyle odważni, żeby Erni zrecenzował Wasz produkt to zapraszam do kontaktu przez FB/maila 😀 

Gorzkie słowa o zdobywaniu psiej wiedzy

Seminaria spędzam w deszczu, albo w piwnicy. Jako przewodnik psa nie jestem klientem luksusowym. Czasem więc czuję, że w psim świecie powiedzenie płacę – wymagam jest niezbyt mile widziane. Sama miałam szczęście, że zdecydowana większość semi na których byłam podołała organizacyjnie, a poziom przekazywanej wiedzy był na bardzo wysokim poziomie.

Rozmawiam jednak ze znajomymi i mniej znajomymi, szukając ciekawych zajęć proszę o opinie na temat danych szkoleniowców i często słyszę o sytuacjach, które nie powinny mieć miejsca. O tak, ludzie o tym nie napiszą, ale na prywatnych kanałach można się wiele dowiedzieć. I w drugą stronę też – doskonale wiem kto jest najlepszy.

Obserwuję (a jestem doskonałym obserwatorem HEJ!) wzrost zainteresowania czworonogami. Większość osób z którymi rozmawiam wie co to jest psie przedszkole, sporo też chce robić coś z psiakiem czy to obi, nose work, agility, you name it. Popyt na szkółki i szkolenia rośnie, a weekendy w parku większość polan jest okupowana psimi zajęciami.

Niektórzy zawodnicy szkolą się za granicą, zdobywając tam cenną dla nas wiedzę (za którą potem chętnie płacimy). Odnoszą ogromne sukcesy, postanawiają założyć szkółkę albo zorganizować semi… i odnoszą klapę organizacyjno-pedagogiczną, ale mimo to prowadzą dalej zajęcia.

Zdaję sobie sprawę z tego, że organizacja jest ciężka; że uczestnicy psich eventów mogą sprawiać problemy wychowawcze; że ich psy mogą być (jak to niefortunnie powiedziała gospodyni jednego semi) poje*ane (patrz niżej – brak szacunku); że dzień przed wszystko może się posypać. Ja chcę natomiast napisać parę słów o tym na co prowadzący ma spory wpływ i co nie powinno się zdarzać.

Brak przygotowania do prowadzonych zajęć

Chodzi o część wykładową, która nie powinna być odbębniona. Prowadzący jeździ na szkolenia i sam przecież ma wiedzę, zna ciekawostki. Jeśli mamy godzinny wykład to przygotujmy się do niego na tyle, żeby uczestnicy nie wyszli znudzeni, tylko, żeby jeszcze przez tydzień myśleli niesamowite – chcę jeszcze. Przygotowując się do prowadzenia wykładu warto z tyłu głowy zadać sobie pytanie jak zainspirować uczestników?

Osobiście nie raz wychodziłam z wykładu i pełna pomysłów leciałam do domu zamówić pudełeczka do nose work, pachołki do obi albo piłeczki do psiego fitnessu. Wymyślałam plany – czułam, że wszystko się zmieniło. Miałam cel. Da się? Oj tak!

Niezważanie na potrzeby ‘’psiego-klienta’’

Traktowanie wszystkich przypadków jednakowo i sugerowanie identycznych rozwiązań nawet jeśli to nie działa na danego psa.

Otwartość jest bardzo istotna w rozkminianiu psich problemów. Takie problemy fajnie też się rozwiązuje razem w grupie – co może akurat zadziałać na danego psa? Koleżanka opowiadała jak na seminarium wszyscy razem skupili się na trudnym elemencie i wspólnie doszli do świetnego rozwiązania. Im więcej szkoli się psów tym łatwiej takiemu prowadzącemu dobrać odpowiednią metodę. Wiadomo, że każdy kiedyś zaczyna, ale fajnie uniknąć sytuacji, że ktoś zgrywa nieomylnego i brnie w zaparte.

Lekceważenie potrzeb ludzkiego-klienta

Powinno się obserwować uczącego się człowieka, jeśli czas na to pozwala to w sesjach indywidualnych można się przecież zapytać czy masz jeszcze jakieś pytania? Najgorsze, kiedy chcemy usilnie się czegoś dowiedzieć, a prowadzący opowiada właśnie dziesiątą anegdotkę o swoim piesku. Jeśli mamy nasze ‘wejście’ które trwa ok 20 minut to niefajnie jest kiedy prowadzący odwraca się gdzieś popatrzeć albo zaczyna w tym momencie gawędzić z kimś innym. A jeszcze niefajniej kiedy kompletnie nas olewa bo zaraz będzie przerwa na kawę.

Inna sytuacja to kiedy prowadzący traktuje seminarium jako trening ze swoim własnym psem. Bez komentarza.

Następna frustrująca rzecz to spóźnienia w udostępnieniu formularzy zgłoszeniowych. Sama pamiętam jak przez godzinę siedziałam i klikałam f5. Podobnie jak ja, siedziało przed kompem jakieś 30 innych osób – to już 30 straconych godzin. Ale nasz czas jest przecież bezwartościowy.

Niechęć do dzielenia się – Monopol na wiedzę

To chyba najbardziej mnie irytuje, ale wiem, że wiele osób po prostu akceptuje taki stan rzeczy. W grę wchodzi trochę polskiej mentalności. Niechęć do współpracy. Obawa przed konkurencją. Ja umiem lepiej, ale nie powiem jak. Zabiorę ze sobą do grobu – nikomu nie pokażę. Parę razy słyszałam coś w stylu XYZ są bardzo dobrzy na początek, nauczą cię podstaw, ale jak już będziesz na wyższym poziomie to zaczną cię zbywać.

Dać coś od siebie za darmo? Napisać artykuł z merytoryczną wiedzą? Zaprosić do dyskusji? Nie – najlepiej wziąć za szkolenie grubą kasę i poskąpić przekazywanej wiedzy, oczernić konkurencje – przejechać się powierzchownie po temacie mówiąc o tym o czym uczestnicy już wiedzą. Najlepiej jak po zakończonym semi uczestnicy będą czuli się na maxa zagubieni, przytłoczeni wiedzą, a jednocześnie nie będą mieli pojęcia, gdzie dalej szukać odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Nie będą na własną rękę potrafili odtworzyć nawet najprostszej sytuacji treningowej bo nic nie złoży się w całość. Nie dostaną informacji po-szkoleniowych, zadań do przepracowania, skryptu do przeczytania albo chociaż linków do źródeł wiedzy. Bo przecież nie o to chodzi w seminarium, żeby uczestnicy wyszli mądrzejsi, tylko, żeby zrozumieli jak mądry i wspaniały jest prowadzący – i co najważniejsze – że nigdy w życiu mu nie dorównają.

Pytam bliskich znajomych po odbytym wykładzie czy czegoś nowego się nauczyli… czy poznali jakieś sztuczki/sekrety fachu? A gdzież tam, ale było ciekawie popatrzeć bo prowadzący ma taką renomę… najlepszy XYZ w Polsce przecież. Na szczęście sama nie wkopałam się w takie semi/wykład – juppi.

Następną kwestią jest nagrywanie semi – wejścia z naszym własnym psem (nie mówię tu o wykładzie). Ok, czasem prowadzący może czuć się niekomfortowo – przecież nie każdy lubi być nagrywany. Bardziej odnoszę się do sytuacji gdzie prowadzący obawia się, że ktoś z zewnątrz pozna jego super tajne podejście. Oczami wyobraźni widzą, jak w oparciu o to nagraniu konkurencja opracowuje nową ofertę szkoleniową.

Napiszę więc jaka to skrajna głupota i jak to wygląda z punktu widzenia uczestnika. Na seminariach z Asią nagrywamy wszystko – swoje wejścia, wejścia innych. Potem czasem zasiądziemy do tego nagrania i spróbujemy zrozumieć wszystko jeszcze raz. Wracam z takiego semi i pokazuję rodzince jakich niesamowitych rzeczy można się nauczyć. Po 5 minutach wszyscy już ziewają, komentują bez przekonania haha, ale fajnie i chcą jak najszybciej odejść… a przecież filmik trwa 20 minut. Czy ktoś wrzuca te filmiki na YouTube? Nie. Ja sama mam nagraną Asię jak tańczy, jak udaje swojego psa – to są moje wspomnienia i szczerze nikogo innego one nie interesują.

Czy za granicą jest inaczej? Myślę, że tak. Rola mentora jest ogólnie bardzo ceniona. W wielu branżach w Szwecji np. w medycynie, doświadczeni lekarze po przejściu na emeryturę dostają ofertę dorobienia sobie doszkalając młodych lekarzy. Ja wiem, że w Polsce jest sporo sytuacji typu dasz palec – odgryzą rękę. Ale czy blokowanie całej reszty przez coś takiego jest fair? Czy tak strasznie by było jeśli w każdym większym mieście byłby specjalista od obi/agility/psiej komunikacji/groominu/handlingu/nose work/zoo-fizjoterapii….. ?

Brak regulaminu

Dużo łatwiej się pracuje i utrzymuje kontrolę kiedy zasady są jasne. Warto więc przed rozpoczęciem szkolenia stanowczo poprosić np. o trzymanie psów w klatkach, nie puszczanie ich luzem itp. Potem wychodzą tego typu sytuacje, że nasz pies pracuje, a ktoś trzyma swojego warczaka na rękach zaraz obok i jako przewodnik zamiast dać naszemu psu luz to musimy bać się o to, żeby nasz psiak nie podbiegł czasem do tamtego. Uczestnik z uczestnikiem może się nie dogadać bo każdy jest pewny swojej racji. Prowadzący szkolenie ma autorytet i moc decyzyjną, powinien więc wprowadzić zasady, które w największym stopniu ułatwią nam… wszystko/życie.

Ogólnie dbanie o bezpieczeństwo leży w dużym stopniu po stronie organizatora. Jeśli na psim przedszkolu pozwala szczeniakom się tarmosić bez żadnej kontroli i coś się stanie to będzie wina właściciela czy prowadzącego zajęcia? Jeśli plac ćwiczeniowy jest źle przygotowany i pies np. wpadnie łapką w dół i coś sobie zrobi to wina właściciela czy organizatora? Jeśli zajęcia są organizowane przy ruchliwej ulicy, a wymagane są ćwiczenia bez smyczy i coś spłoszy psiaka to czyja będzie wina? Jako właściciele sami staramy się dbać o bezpieczeństwo naszych pupili, ale jeśli można czegoś uniknąć to czemu tego nie zrobić?

 Czemu o tym piszę?

Pewnie teraz spadnie na mnie fala hejtu, że nie wiem jak ciężka jest organizacja, że w tym środowisku nie mówi się źle o… czymś tam, że wszyscy się tu znają, że jestem zazdrosna i, że tak się nie robi.

W pracy sama zajmowałam się swego czasu przygotowywaniem szkoleń i spędziłam wiele godzin optymalizując… i usprawniając… wszystko… tak, żeby osoby biorące udział w dość nudnym szkoleniu coś z tego miały. W psim świecie mamy głód wiedzy. Nikt nie zmusza uczestników żeby uczyli się np. tajników rzucania dyskiem albo przygotowania psa do wystaw. Szkoleniowcy mają ogromne pole do popisu. Najlepsi mogą nadawać kierunek w jakim dana dziedzina się rozwija. Mogą mieć wpływ na to jakie osiągnięcia Polska będzie miała za granicą. Jak to jest możliwe, kiedy niektórzy tak strasznie się boją, że uczeń przerośnie mistrza?

 

 Odwiedź nas na Facebooku 🙂

Wybór szczeniaka na psa pracującego

Wciągnęła mnie niesamowita analiza Andersa Hallgrena odn. popędów i motywacji pracującego psa. Książka jest dostępna tylko po szwedzku, więc podzielę się z wami tym co najbardziej mnie zaciekawiło. Anders pisze głównie o pracy psów ratowniczych, ale większość można odnieść do motywacji psa w każdej pracy.

Kiedy brałam Erniego nie byłam pewna jakie cechy powinien mieć dobrze zapowiadający się sportowo szczeniak. Z obserwacji mogę wywnioskować jakie jego cechy przyczyniły się do tego, że Erni się udał. Wiem też gdzie ja popełniłam błędy wychowawcze, a gdzie Erniemu trochę brakuje. Moje odczucia pokrywają się częściowo z lekturą wybitnego, znanego na całym świecie behawiorysty Andersa Hallgrena.

Confidence

W książce Drivkraft och motivation (Popędy i motywacja) Anders wspomina, że idealne do pracy szczenie powinno dawać wrażenie pewności siebie. Do pracy nie powinno się wybierać grzecznego, posłusznego, bojaźliwego typu. Pokrywa się to w pełni z moimi obserwacjami. Na treningach i w życiu codziennym bardzo pomogło mi to, że Erni niczego się nie obawiał, a każdą nową sytuację traktował jako szanse na zdobycie smaczka albo pochwały. Nawet kiedy ten piekielny Heniek z osiedla (który nadal chodzi bez smyczy) rzucił się z zębami na małego Ernulka, to dzielny szczenior otrzepał się i pobiegł dalej. Wyobrażam sobie, że pracując z psem, który czegoś się boi musimy w dużo większym stopniu kontrolować otaczające nas bodźce.

Lagotto Romagnolo working

Energia

Ciężka wydaje mi się też praca z psem zbyt spokojnym, który znudzi się po paru minutach pracy. O tym też napisał Anders. Według niego przetestowanie szczeniaka, który ma być psem pracującym najlepiej zrobić obserwacyjnie u hodowcy. Ważny jest tutaj zwłaszcza poziom energii całego miotu (ma być wysoki). Kiedy odbierałam Erniego od hodowców, jego rodzeństwo szalało w najlepsze, a on przykleił się do mnie i leżał pod moimi nogami. Dobrze chyba więc, że ocenia się poziom całego miotu, a nie indywidualnego psa bo pomyślałabym, że akurat ten mój jest jakiś mało szalony.

Społeczność psa

Dla mnie osobiście cechą, której szukałam w psie to otwartość i przyjazne nastawienie do ludzi. Erni nie mógł być pod tym względem „bardziej”. Kiedy zobaczyłam go pierwszy raz to maluch na mój widok radośnie merdał ogonem, a do dziś piszczy i szaleje z radości, gdy widzi ludzi, których lubi. Tutaj Anders pisze tylko, że dobrze gdzieś sobie zanotować poziom społeczności psa (ale jeszcze u hodowcy, a nie w nowym domu).

Szarpanie

Następną kluczową kwestią wg. Andersa, którą ocenia się u szczeniaka jest chęć szarpania. Im bardziej szczeniak się angażuje tym lepiej to prognozuje. Próba bronienia zabawki (bronienie zasobów) od razu dyskwalifikuje takiego szczeniaka. Jeśli chodzi o szarpaczek, to Erni nigdy nie zabłysł. Góruje aport piłeczki… No i teraz zastanawiam się czy ocena na szarpaku nie może być sytuacyjna? Szarpak jest ważny wg. Andersa w ratownictwie, ja wiem, że także w obi i frisbee. Zakładam, że w agility także…  Na pewno byłoby nam łatwiej, gdyby pies był zmotywowany na szarpak, ale mimo to nieźle sobie radzi. Ernest ma ogromny poziom motywacji na samą pracę, na piłkę czy też na jedzenie. (Mimo to, zawsze podziwiam psy, które nakręcają się na szarpaczek i marzę, żeby Erni się nawrócił). Może też trzeba zwrócić uwagę na rasę psa, bo nie zdecydowałabym się na niechcącego się szarpać bordera, ale pies dowodny to już inna bajka.

Lagotto Romagnolo playing

 

Testy psychiczne

No i tak na koniec (choć rozdział zaczął się własnie od tego), Anders generalnie krytykuje testy psychologicznie psów. Uznaje on wpływ środowiska na wynik testu jako zbyt duży czynnik by taki test w 100% odzwierciedlił charakter psa. Test nie da jednoznacznych wskazówek czy pies będzie dobrym psem pracującym czy nie. Lepiej ze szczeniakiem jest wykonać coś co ja roboczo nazwę próbą pracy… Czyli jakieś łatwe zadanie odpowiadające ‘’pracy’’ którą będzie potem wykonywał. W obi pewnie spróbowałabym nauczyć szczeniaka komendy ‘’siad’’ i zobaczyła jak pójdzie… (trzy kropki to znaczy, że myślę bardzo na głos).

Jeśli chodzi o testy psychiczne, to zważając na ich ogromną popularność w Szwecji – jestem trochę zdziwiona niepewnym poziomem ich wiarygodności. Zastanawiam się czy taka moda też przyjdzie do Polski. Aczkolwiek nie jestem pewna czy Anders nie odnosi się tylko do oceny pracy z psem samej w sobie. Może ocena behawioralna psów, ale pod kątem hodowlanym nie byłaby już takim głupim pomysłem?

Jak wiele zawdzięczam Cezarowi Millanowi

To prawda. Nie jestem jak Gazeta.pl, żeby ”wzbudzać emocje” i potem mówić Just kidding. Dzięki Cezarowi zdecydowałam się na zakup psa.

Cofnijmy się do formatywnych lat mojego życia, kiedy to znalazłam u dziadków książeczkę formatu A6 o szkoleniu psów. Jako dziecko nie lubiłam czytać, ale akurat to dzieło przewertowałam od deski do deski wyobrażając sobie jak mój przyszły psiak będzie pięknie chodził na smyczy… (sic.)

Sporo kłótni w domu było spowodowanych tym, że chcę psa. Po paru latach zgodzili się na chomika… Potem zapomniałam bo podróżując po świecie trochę nieporęcznie.

No i tak nastał moment w moim życiu, kiedy sama mogłam już podejmować decyzje, a w telewizji objawił mi się Cezar. Z wielkim podziwem oglądałam jak sprawnie rozwiązuje patowe sytuacje. Decyzja zapadła – w moim życiu pojawi się pies i będę z nim pracować.

Hodowla więc wybrana, czas oczekiwania: 3 miesiące. Należałoby się więc przygotować do tej przygody, więc zrobiłam to co każda dociekliwa osoba by zrobiła na moim miejscu – zaczęłam czytać 3-tomowe naukowe opracowanie Lindsay’a: Handbook of Applied Dog Behavior and Training. W tamtym okresie pominęłam jeszcze rozdziały o lęku, agresji i zachowaniach seksualnych. Przeczytałam natomiast wszystko o socjalizacji, psychologii szczeniąt, lęku separacyjnym itd.

No i trafiła do mnie najukochańsza włochata kulka. Kiedy odbierałam go od hodowców Ernest płakał tak jakby zdzierali z niego skórę, Ania z Kubą chyba zwątpili, a ja zastanawiałam się co zrobię jak wysadzą nas w połowie drogi. Na szczęście zarzucili w Pendolino Chopina, a maluch momentalnie zasnął w transporterze, który przez cały czas trzymałam na kolanach.

Najbardziej bałam się lęku separacyjnego – czy Erni da radę zostać sam w domu? Bałam się też sikania w domu i z innej beczki wyrywania włosów z uszu. Problematyczne zachowania były jednak zupełnie inne. Erni gdy wychodziłam słodko spał, a obsikiwał praktycznie tylko buty gościom, ponieważ tak bardzo się cieszył. Za to był skrajnie nieuważny, wbiegał w drzwi, wyskakiwał z wanny prosto na posadzkę. Na spacerach cała się trzęsłam bo chodził ciągle z nosem przy ziemi pożerając wszystkie skarby łącznie z chusteczkami. Na moje nieszczęście to był też okres, kiedy w naszym bloku mieszkali sąsiedzi zrzucający nocą jedzenie z balkonu. Na podwórku znajdowały się więc arbuzy, kapusty, pomidory. Raz leżał tam cały pstrąg, który też przez ułamek sekundy znalazł się w pyszczku małego łobuza.

Parę razy pękło we mnie wszystko co naukowo udowodnione (że psa się nie karci) i dominująco zaczęłam mu wyjmować znaleziska z pyska jednocześnie wrzeszcząc NIE WOLNO. Albo raz wykończona psychicznie ilością zjedzonych na spacerze chusteczek zaprowadziłam Erniego do kuchni i zaczęłam rozrywać papier toaletowy jednocześnie przez łzy wykrzykując do psa: mało Ci? To jedz! Ku mojemu zaskoczeniu Erni cały szczęśliwy zaczął pożerać papierowe smakołyki, a ja, kiedy już otrząsnęłam się z szoku pobiegłam wygooglować ”czy papier toaletowy jest trujący dla psa”.

Myślę, że każdy kiedyś czuł bezsilność i frustrację (dlatego o tym teraz piszę). Posiadanie psa to ciągła nauka, sporo popełnianych błędów… Nie wyrzucam sobie zbyt wiele, bo wiem, że generalnie jestem fantastico właścicielką stabilnie psychicznego, szczęśliwego psa.

Nie można oczekiwać od kogoś, że od razu będzie wiedział wszystko i że będzie podejmował same dobre decyzje. Najgorzej jest chyba jeśli ktoś ciągle stoi w wygodnym miejscu i nigdzie się stamtąd nie rusza, nie podejmuje wyzwań i nigdy nie popełnia błędów.

Ja z Ernim zebrałam już tomy wiedzy – książkowej i praktycznej. Przeszliśmy razem sporo i dotarłam do momentu, gdzie po roku w telewizji znowu trafiłam na Cezarego. Tym razem byłam już w stanie przeanalizować mowę ciała psa, która ukazywała jak diametralnie sytuacja różni się od tego co showman opowiada. Mimo wszystko, to on zaprosił mnie na tą wspaniałą podróż za co należy mu się pat, pat on the head.

 

Droga do sukcesu

Wreszcie osiągnęliśmy to! Ocena doskonała w zerówkach, czyli nasz zeszłoroczny cel i te piękne 92,5/100 punktów. Nie żałuję niczego, a gdybym miała zacząć naszą obi-podróż od początku, to zrobiłabym dokładnie tak samo. Jedno jest pewne, droga do celu jest zarąbiście zawiłłłła.

We wrześniu 2016 zaliczyliśmy nasze pierwsze zawody. Zdobyliśmy ocenę dobrą i byłam przeszczęśliwa, przetestowałam siebie i psa i wiedziałam dokładnie dokąd zmierzam – czyli na następne zawody miesiąc później we Wrocławiu. Chwila przed zawodami Erni zaczął podejmować własne decyzje życiowo-ćwiczeniowe. Nasza synchronizacja rozpadła się. Podczas startu nie wiedziałam jak zapanować nad swoimi emocjami, a co dopiero sensownie rozmawiać z psem. Przecież na treningach tak dobrze się bawimy, Erni wpatrzony we mnie jak w obrazek, a tu nagle w tak kluczowym momencie oboje doznajemy black-outu.

Jak wrócić na slak?

Pierwsze momenty zderzenia z rzeczywistością były dość bolesne. Znajomi mówili, że to nie koniec świata, że i tak poszliśmy ładnie. Inni radzili, żebym zrobiła psu przerwę – pewnie za dużo ćwiczymy. Sama myślałam, że ćwiczymy za mało. Końcówka roku była ogólnie życiowo trudna, a ja tak bardzo potrzebowałam jakiegoś pocieszenia. Odezwało się parę osób i opowiadali, że sami też mieli skomplikowane początki, a teraz jest pięknie.

Następne podejście miało miejsce 5 miesięcy później, czyli wczoraj. Tak naprawdę przez pierwsze 3 miesiące nie robiliśmy jakoś strasznie dużo… Zdobywaliśmy CeWuCe na wystawach, a potem leżeliśmy w łóżku i oglądaliśmy House of Cards… Ernest obżerał się płucami wołowymi… pomieszkiwał u nas także drugi psiut, z którym ćwiczyliśmy.. no i tak 2 miesiące przed zawodami wzięliśmy się w garść. A raczej Kamila wzięła nas w obroty. Regularne treningi, przejścia, przebiegi i wiedziałam, że jesteśmy już gotowi. Albo inaczej: wiedziałam, że Erni jest gotowy. Ja to jestem ciężkim przypadkiem. Stwierdziła to nawet sama Asia Hewelt (mam nagranie)!

No, ale czemu w momencie kiedy wreszcie nam się udało marudzę o tym jak było trudno?

  1. Rozczarowania są normalne i można je czuć, można o nich mówić.
  2. Oprócz słabych startów na zawodach, praca z psem jest sama w sobie najlepszą zabawą. Postępy widać na treningach, robiąc nowe rzeczy, ćwiczenia, sztuczki, cokolwiek. Każda wypracowana rzecz daje satysfakcje i to jest warte dużo więcej niż jednorazowy start.
  3. Nie zmienia to faktu, że dobry start daje możliwość pójścia dalej i wyznacza jakiś cel do którego dążymy, nowe ćwiczenia i perspektywy.
  4. Gdyby wszystko było łatwo to niczego bym się nie nauczyła. A jednak teraz wiem to czego nie wiedziałam 5 miesięcy temu.

Wiem co mam zrobić, żeby pies skupił się w 99% na mnie, wszedł na całkiem nowy teren i przez 8 minut bez parówy, ani piłeczki wtapiał we mnie gały i wyczekiwał komendy. I to jest największy na świecie sukces. Jestem normalnie zarąbista i mam zarąbisztego pieseła – kto powie, że Lagotto nie potrafi!?

Jak nie wierzycie to sami zobaczcie:

Shopping for your dog on AliExpress

Dog products are expensive and you can buy a lot of useful things on Chinese AliExpress. Recently I have gone crazy dog shopping there and so far everything has arrived. If it doesn’t AliExpress will give you a refund. Finding deals on AliExpress is easy, it’s not easy to know what to buy though so here are some of my recommendations.

Fly with me

Make sure give us a like us on Facebook while you’re here anyway 😉

Collapsible dog bowl around $1.60

bowl-ali
Source: aliexpress.com

It’s very small but sufficient for a lagotto.

Keywords to search for: Dog Portable Silicone Collapsible Bowl

Collapsible Water Bottle with a plastic hook around $0.65

water-bottle
Source: aliexpress.com

Keywords: Water Collapsible Bottle

Silicone bottle to squeeze out wet food during training around $1.20

silicone-ali
Source: Aliexpress.com

Keywords: Silicone Travel Packing Bottle

Scissors for cutting out hair between paws with safe endings around $0.65

scissors new.JPG
Source: aliexpress.com

These scissors look super useful for lagotto. Note: I only just ordered them so I don’t know about the quality yet.

Keywords: Nose Hair Scissors

Truelove products like harnesses or leashes $10.50 – 15.80

truelove harness.JPG
Source: aliexpress.com

These are supposed to be pretty good quality.

Keywords: truelove harness leash

Decorations like cute dog pillows around $4

This one could be a lagotto 😀

dog pillow ali.JPG
source: aliexpress.com

Keyword: dog pillow

There are also all those more obvious products I encourage you to browse through like dog toys, dog shoes, dog collars, dog clothes (especially for tiny dogs – lagotto is like a Chinese XXL), dog ID tags…

There are also some necklaces with breeds like lagotto necklace.

For those new to Aliexpress I am so happy with it. I started dog shopping there 3 months ago and I can’t stop. You do need to take into consideration that the delivery times can take around 2 months… but I think it’s worth it.

Happy shopping and please let me know if there is anything great out there on AliExpress that I still haven’t found.

If you haven’t liked Ernest’s Facebook page earlier please do now and leave a comment if you found this text useful so I can write similar posts in the future to make your lives easier.

 

 

 

Psia apteczka

Kiedyś Erni zachowywał się bardzo niepokojąco. Jakoś tak nieregularnie oddychał, trochę się trząsł. Nagrałam to więc na telefonie i pokazałam weterynarzowi, która stwierdziła, że mój kochany miś miał… czkawkę.

Oczywiście to tylko śmieszna historyjka, były też takie niezbyt miłe jak śmierdząca przekąska z ziemi, która skończyła się zatruciem i wizytą na ostrym dyżurze. Były też i skaleczenia. Przygody mieli także moi znajomi, a dobre rady lepiej mieć w zanadrzu więc podzielę się listą moich sprawdzonych produktów leczniczo-pielęgnacyjnych.

Co mam w domowej psiej apteczce?

NO-SPA: na bóle i skurcze brzucha. Można podawać psu.

Nifuroksazyd: lek w tabletkach bez recepty. Przy zatruciach można podawać 2x dziennie po jednej tabletce (na lagotka) przez minimum 3 dni.

Pectovit: hamuje i zagęszcza biegunki. Bardzo ładnie pachnie ❤

Woda utleniona: do odkażenia rany i na wywołanie wymiotów jeśli pies coś połknie podejrzanego na spacerze.

Dermatol: puder leczniczy do posypywania na rany.

ALU SPRAY – aluminium w aerozolu, zabezpiecza skórę i wspomaga proces gojenia ran.

BioProtect – probiotyk do stosowania po odrobaczeniu, antybiotykoterapii, biegunkach i zaparciach.

Adaptil (w sprayu) – hormony uspokajające w razie stresujących sytuacji.

Wazelina biała – ochrona opuszek.

Trixie Spray do pielęgnacji łap – ochrona opuszek.

Niektóre z tych produktów używam często (jak spray Trixie czy Dermatol). Nifuroksazyd czy No-Spe można kupić kiedykolwiek w aptece, ale takie rzeczy jak Pectovit czy BioProtect* warto zamówić online, gdzie cena jest 50% tańsza niż u weterynarza. Alu Spray czy Adaptil to są moje wymyślunki pod tytułem bo chcę 🙂 

*BioProtect jest drogi, ale w opakowaniu jest 60 kapsułek co spokojnie wystarczy na wielorazową ochronę po odrobaczaniu czy wspomaganie ewentualnego leczenia.

Dajcie znać co wy macie w swoich apeczkach – czego ja nie mam, a co powinnam jeszcze mieć! Życzę zdrówka i idę myć Erniemu zęby…