Przetrwać wystawy

Wystawa psów rasowych jest dla przeciętnego psa, a nawet dla psa z wysokimi kompetencjami, bardzo trudną sytuacją. Co zrobić, żeby przetrwać wystawy? Dodatkowo, na trudne pytania odpowie psia behawiorystka Alicja Milewska z Ala od Jazza.

Moje obserwacje z każdej wystawy pokrywają się i werdykt jest negatywny: wielu właścicieli psów nie potrafi odpowiednio zadbać o swojego pupila podczas takiego wydarzenia.

Najświeższą mam w głowie sytuację z Wrocławskiej wystawy, gdzie na sam koniec dnia właściciel korygował zachowanie swojego, popiskującego i zniecierpliwionego psa mocnymi szarpnięciami ringówki i skarceniem słownym spokój! Pies odmawiający współpracy dostał nawet klapsa.

Podobnie było w Katowicach, oszołomione ogromem obcych zapachów psy wyrywały się właścicielom, którzy mocno szarpiąc ringówki próbowali przejść przez obsikane korytarze Spodku.

Teraz wyobraźmy sobie sytuacje. Nasz partner zabiera nas gdzieś (niespodzianka), ale zamiast mówić mam wszystko pod kontrolą kochanie, nerwowo drepta po mieszkaniu… chyba czegoś zapomniałam, o której ten samolot, jaka pogoda, może inne ciuchy spakować… Potem to samo w drodze na lotnisko: czy wszystko wziąłem, czy nie wpakuję się w korek, czy zdążę na odprawę

No, ale jesteśmy na miejscu. Nasz partner zabrał nas na napakowaną ludźmi stację metra. Są tam ludzie różni – jakich w życiu nie widzieliśmy – wysocy, Azjaci, głośni, śmierdzący ludzie otaczają nas z każdej strony. Nasz partner jest nerwowy, ale raz czy dwa opowiadał jak mamy się zachować. Za chwilę podejdzie do nas kontrola, musimy grzecznie stać, uśmiechnąć się. Ale chwila! Czemu kontroler nas maca i wkłada palce w zęby?!?!?! Wychodzimy ze stacji kontrolnej. Nagle biegnie na nas wielka, gruba osoba i zaczyna się drzeć. Patrzymy na partnera, a on mówi: no przecież musisz nauczyć sobie radzić. Uff, wreszcie minęło. Przepychamy się dalej. Widzimy wolną lukę, gdzie nikt nie stoi i chcemy iść sobie tam odsapnąć. Partner ciągnie nas za włosy i krzyczy: zwariowałaś? spokój!

Takie są właśnie wystawy dla psów wielu właścicieli. Teraz wyobraźmy sobie jak wyglądają wystawy dla drugiej połowy psów:

Nasz partner zabiera nas gdzieś (niespodzianka), jest trochę nerwowy, ale generalnie siedzimy sobie przed TV i spokojnie czekamy na rozwój wydarzeń. Całą drogę na lotnisko kimamy.

IMG_6408
Foto: Aleksandra Janczewska

Dotarliśmy na napakowaną ludźmi stację metra. Są tam ludzie różni – jakich w życiu nie widzieliśmy – wysocy, Azjaci, głośni, śmierdzący ludzie otaczają nas z każdej strony. Nasz partner jest spokojny, możemy się w niego wtulić, nie jesteśmy sami. Za chwilę podejdzie do nas kontrola – wiemy co się będzie działo więc jest ok – bo to mamy już doskonale przećwiczone. Musimy grzecznie stać, uśmiechnąć się. Było w porządku, może nawet i fajnie kiedy kontroler skomplementował naszą piękną fryzurę. Nagle biegnie na nas wielka gruba osoba, ale nasz partner zauważa ją i toruje jej drogę. Ona odwraca się i odchodzi. Patrzymy na partnera, a on mówi: jestem tu z Tobą, jesteś bezpieczny. Przepychamy się dalej. Partner namierza wolną lukę i zabiera nas tam, żeby sobie odsapnąć.

Dla 99% psów wystawa jest miejscem gdzie z każdej strony może w każdym momencie pojawić się nieznajomy i potencjalnie grożący im pies lub człowiek. Dodatkowo jest tam tyle zapachów. Podejrzewam, że to dla człowieka tak jakby nagle zaczął widzieć wszystko w ultra jaskrawych barwach, każdy szczególik. Zmuszanie psa, żeby w takiej sytuacji radził sobie sam jest nieludzkie. Nie wymagajmy też, żeby pies zachował się w dany sposób, nie mając wcześniej przećwiczonej z nim tej sytuacji. Dlatego polecam wszystkim właścicielom zadbanie o psychiczny dobrostan naszych championów przez:

  1. Staramy się więc przygotować do wystawy i zminimalizować nasz własny stres. Psy czują nasze emocje i reagują na nie. Nie róbmy więc rzeczy na ostatnią chwilę.
  2. Nie pozwalamy naszym psom ‘witać się’ z obcymi psami. Tym bardziej obcym psom podchodzić do i obwąchiwać naszego.
  3. Nie pozwalajmy obcym dotykać naszego psa znienacka.
  4. Idąc korytarzami albo wąskimi przejściami prowadźmy psa na obroży, krótko trzymając smycz z psem przy nodze, tworząc naszym ciałem blokadę od innych psów.
  5. Przed wystawą ćwiczmy wystawianie, ustawianie i dotykanie psa, żeby doskonale wiedział co go czeka i nie był w ogóle zaskoczony sytuacją.
  6. Jeśli mamy możliwość znajdźmy spokojne miejsce, wsadźmy psa do klatki jeśli taką ma i lubi w niej przebywać.
  7. Wystawa to generalnie nie miejsce do zaczynania nauki chodzenia na luźnej smyczy i posłuszeństwa.
  8. Jeśli pies, poruszając się po terenie wystawy, nie współpracuje z nami, to jest dobre miejsce, żeby odpuścić, poluzować wymagania i być dla psa wsparciem.

Czyli podsumowując, nic na siłę! Dla większości psów sama wystawa po prostu nie jest fajna, mimo, że np. mogą uwielbiać pokazywać się na ringu. Sam ring ma być dla psa opanowanym wcześniej ćwiczeniem i to powinno być jedyne zadanie psa na wystawie. Poza ringiem to naszym zadaniem jest zapewnieniem psu względnego spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Nie dziwmy się potem, że pies siada, nie chce ładnie stanąć i się pokazać, jeśli przez parę godzin czekając na wejście jego właściciel szarpał go na ringówce i mówił mu: radź sobie sam.

Pamiętajmy też o chorobach, które przynoszą inne psy. Po ostatniej wystawie pies znajomej i drugi jej koleżanki, musiały przez ponad tydzień przyjmować serie bolesnych zastrzyków bo ktoś wystawiał zawirusowanego psa.

Trudne pytania

Psia psycholog Alicja Milewska zgodziła się rozwikłać parę dodatkowych kwestii:

Czemu mój pies na wystawie wyrywa się do innych psów?

A: Psu trudno jest w takich warunkach zachować spokój, natężenie zapachów i tyle psów w jednym miejscu rodzi ogrom stresu – psy jeśli mają możliwość, raczej wykorzystują swobodę odejścia, gdy są na większej przestrzeni. Psy, które na wystawach wyrywają się do pobratymców są zwykle bardzo pobudzone i zestresowane sytuacją, być może chcą wszystkim napotkanym zwierzakom pokazać, jakie są niepewne i żeby im nic nie robiły. Inne psy, które nie przepadają za pobratymcami, będą się do nich wyrywać, aby wyeliminować je z tej przestrzeni, by je przegonić. Wszystko zależy tak naprawdę od psa, jego wcześniejszych doświadczeń i predyspozycji. Zależy też wiele od tego, co my robimy i w jaki sposób się poruszamy – jeśli nie dbamy o naszą strefę osobistą na smyczy, nasz pies nie będzie się przy nas czuł bezpiecznie, więc zacznie sam reagować, przejmować inicjatywę. Jeśli pies jest z nami na smyczy, a my nachodzimy na wprost różnych psów, nasze zwierzę odbiera to jako konfrontacyjne podejście, odczytuje tak nasze zamiary – nieświadomie wtłaczamy psa w sytuacje, w których nie jest w stanie sobie poradzić.

Może być też tak, że nasz pies zbyt rzadko widuje pobratymców, bo np. mieszkamy gdzieś na obrzeżach miasta i rzadko ma okazję do interakcji z psami – wtedy będzie tak pobudzony samym ich widokiem i sfrustrowany tym, że nie wie, co ma zrobić, że zacznie się wyrywać, a nawet szczekać czy w inny sposób demonstrować swoje uczucia.

Dlaczego mój pies na wystawie ciągnie na smyczy i nie chce się słuchać mimo, że w domu nie mam z nim żadnych problemów?

A: Dom to bezpieczne, znane miejsce – tam pies ma już wszystko „opanowane”. Wystawa psów to zupełnie nowa sytuacja z masą rozproszeń i warunkami, które są wysoce stresujące (hałas, zapachy, światła, ilość psów i ludzi, itd.), dlatego trudno mu będzie zachować spokój i kontrolę nad sobą w takich trudnych warunkach. Jeśli dodatkowo nie przećwiczyliśmy z naszym psem porządnie chodzenia na luźnej smyczy we właśnie takich rozproszeniach, nie ma się co dziwić, że tego nie będzie potrafił – psy słabo generalizują i żeby dobrze opanowały jakieś ćwiczenie, powinniśmy stopniowo przerabiać je w coraz to nowych, trudniejszych warunkach.

Po czym poznać, że mój pies ma już naprawdę dość?

A: Jeśli pojawiają się sygnały stresu, takie jak m.in. dyszenie, ziewanie, popiskiwanie lub szczekanie, wytrzeszczanie oczu i bieganie w tę i z powrotem w zaniepokojeniu połączone z utratą kontaktu z psem, to znak, że nasz pies nie jest w stanie wytrzymać dłużej w danym miejscu (to tylko z niektórych oznak stresu – więcej znajdziemy w etogramie psa autorstwa Alexy Capry). Często tego nie wiemy, ale także załatwianie się na ringu, za które tak złościmy się na nasze przyszłe czempiony, także jest oznaką wysokiego stresu u psa.

Nie ma tu sensu wymaganie od psa czegokolwiek czy próby przypomnienia mu nauczonych komend – pies po prostu jest tak zestresowany, że nie będzie potrafił myśleć.

A: Na koniec chciałam dodać jeszcze bardzo ważny fakt, że w każdej z tych sytuacji, gdy pies robi „coś”, to my i nasze emocje odgrywamy bardzo dużą rolę – jeśli sami się stresujemy, psy także wprawiają się w stan zagrożenia – one nie wiedzą, że właśnie się zdenerwowaliśmy, bo mamy 10min spóźnienia albo ktoś przekręcił nasze nazwisko na liście i przez to prawie nie wyszliśmy na ring – one czują tylko te uczucia i myślą, że ogólnie panuje stan zagrożenia.

Pamiętajmy także, że psy nie robią niczego na złość – nawet jeśli pies ma opanowane świetnie posłuszeństwo, a na wystawie zachowuje się skandalicznie i nie słucha nas, oznacza to po prostu, że pies nie daje rady emocjonalnie. Ma to związek z działaniem mózgu psa (ludzkiego także 🙂 ) – jeśli pies doznaje silnych emocji, uruchamia się część mózgu zwana układem limbicznym. Jeśli układ limbiczny działa na pełnych obrotach, wydzielając hormony stresu takie jak adrenalina, kortyzol, itp., kora mózgowa (czyli rejon mózgu odpowiedzialny za myślenie i przetwarzanie informacji) się wyłącza – czyli pies dosłownie nie potrafi myśleć.

Dlatego zamiast się denerwować na psa, który powinien się przecież ładnie wystawić a „odstawia cyrki”, lepiej zajmijmy się jego dobrym samopoczuciem, pomóżmy znaleźć spokojne miejsce, spróbujmy psa wyciszyć lub przejdźmy się po prostu na spacer. Wtedy jest szansa, że kora mózgowa zacznie pracować i łatwiej będzie nam psa wprowadzić w stan myślenia.

 

 Jeśli znalazłaś/eś w tym tekście coś dla siebie odwiedź nas i zostaw komentarz na Facebooku 🙂 Wtedy dajecie nam dodatkowego kopa, żeby pisać więcej 🙂

Zapraszamy także na Facebooka  Alicji, oraz na jej stronę, gdzie znajdziecie wiele ciekawych i pełnych psiej wiedzy artykułów.

 

 

 

Reklamy

Badania Lagotto: MyDogDNA

Korzystając z MyDogDNA w prosty sposób można wykonać badania DNA swoim psom. Wyniki pokazują sporą część tego co w psiakach siedzi, a wiedza ta może być pomocna hodowcom, żeby zaprogramować zdrowie, kolor i wygląd przyszłych szczeniaków.

Cena

Jest to badanie bardzo proste i w obecnej chwili najtańsze na rynku. Podejrzewam, że z braku wiedzy na temat alternatyw, większość osób wybiera drogi odpowiednik badań genetycznych – Laboklin, gdzie pakiet trzech badań (JE, LSD + Furnishings) kosztuje 490 zł (info na ok marzec 2017). Kiedy ostatnio sprawdzałam rok temu pojedyncze badanie kosztowało 290/390 zł.

W MyDogDNA badanie kosztuje 99 Euro czyli ok 420 zł – otrzymujemy natomiast cały ogrom dodatkowych informacji na temat naszego psa.

Czego możemy się dowiedzieć z MyDogDNA?

Znane choroby występujące w rasie:
JE – Młodzieńcza padaczka lagotto
Jest to od dawna znane schorzenie. Wg. danych MyDogDNA nosicielami jest ok. 28% lagotto. Więcej o chorobie można przeczytać np. tutaj.

HUU – Hyperuricosuria
MyDogDNA ocenia, że pojedynczy gen HUU występuje u ok 6% lagotto. Jest to choroba polegająca na zwiększonej ilości kwasu moczowego w moczu. Wg. Wikipedii i Google Translate HUU może prowadzić do rozpuszczania kryształków kwasu moczowego w nerkach lub pęcherzu moczowym oraz hiperurykemii.

LSD – Choroba spichrzeniowa lagotto
Nosicielami jest ok 8% lagotto. Więcej informacji tutaj.

Nowe choroby, które zaczęły w miminalnym stopiu pojawiać się u lagotto:
NAD – Neuroaxonal Dystrophy
Jest to schorzenie neurologiczne, które powoduje postępującą degenerację komórek nerwowych obwodowego lub/i ośrodkowego układu nerwowego.
vWD – Von Willebrand disease type 2 – choroba krwi

Raport MyDogDNA wyróżnia te 5 chorób na pierwszej stronie ponieważ dotyczą one lagotto. Poza tym, z automatu badane są też choroby typowe dla innych ras – ale nie mają one związku z lagotto. Czyli np. to, że wszystkie badania genetyczne oczu wyjdą nam clear – nie znaczy, że nasz pies nie ma żadnych schorzeń oczu – i tak musimy na to zrobić osobne badanie u okulisty.
Najważniejsze dla nas są pierwsze 4 strony.

Jak odczytać wyniki:
Carrier – Pies ma jedną kopię mutacji genu. Takie psy są zdrowe, ale przekazują zmutowany gen połowie swojego potomstwa. Nie należy łączyć dwóch nosicieli tego genu.
Clear – Pies nie niesie zmutowanego genu i może być połączony z nosicielem.
At risk – Pies ma dwa zmutowane geny i możliwe, że rozwinie się u niego choroba.

Oprócz powyższych badań MyDogDNA powie nam sporo o rodzaju sierści naszego lagotka. Mamy tu:

Długość włosa (gen FGF5) – prawidłowy wynik to I/I – oznacza, że mamy psa długowłosego.

Furnishings – jest to test genu odpowiadającego za porost wąsów i brwi u psa. Prawidłowy wynik dla lagotto to AA/TT, który oznacza dwa niezmutowane geny. Zapisuje się je jako F/F. Psy, które są nosicielami genu (F/f) wyglądają zupełnie normalnie – nie da się ich rozróżnić gołym okiem. Wiele razy spotkałam się ze zdjęciami nosicieli, którzy mieli wyjątkowo piękny włos.
Pies z dwoma genami krótkiego włosa nie przypomina lagotto. Ma nieowłosiony pysk i wygląda tak:

ic
źródło: lagottous.com/Resources/Pictures/IC.jpg

Kręcona sierść (gen KRT71) – prawidłowy wynik to T/T, nosiciel będzie miał wynik T/B.
Na zagranicznym forum dla hodowców lagotto właśnie wybuchła dyskusja na temat skrętu u lagotto. Ktoś zauważył, że są psy, które nie mają zbytnio loków, włos na ciele jest bardziej falisty niż kręcony przy czym głowa wygląda normalnie. Za słaby skręt odpowiada gen KRT71, a nosicielami jego mutacji jest ok. 22% lagotto. Z racji tego, że nie jestem specjalistą od genetyki przytoczę tylko wnioski z forum, a jeśli ktoś posiada merytoryczną wiedzę i coś może dodać to proszę o kontakt. Często, choć nie zawsze, już nosiciel genu (wynik T/B) będzie miał bardziej faliste niż mocno skręcone loki na ciele. Statystycznie przekaże on gen słabego skrętu 25% swojego potomstwa, co w przeciwieństwie do nosicieli Furnishings, często jest widoczne. Nie wiem natomiast jak wygląda pies z dwoma zmutowanymi genami KRT71… być może jakby był ciągle rozczesywany pudlówką?

Kolory
Badanie MyDogDNA ujawnia także kolory jakie przenosi nasz lagotto. Genotyp kolorów jest niezwykle trudny do odczytania dla laika, ponieważ ujawnienie się niektórych kolorów jest zależne od innych. Na szczęście dla mnie, hodowczyni Erniego jest rozeznana w tej dziedzinie pomogła mi odczytać wynik.

Z wyników Erniego, które możecie obejrzeć tutaj, (oraz obserwacji oraz znajomości rodowodu) uzyskałam następujące informacje: Erni przekazuje maść brązową, pomarańczowa, brązową podpalaną, łaciatą i niełaciatą, dodatkowo dereszowata. Białego nie przekazuje. U szczeniąt może pojawić się rozjaśniony pomarańcz często z uszami ciemniejszymi. Albo łaciaty pomarańcz z łatami na uszach. Są szanse na rożne pomarańcze, ale suka musi być pomarańczowa albo przynajmniej nieść kolor pomarańczowy. Erni przekazuje rozjaśnienie każdego koloru, ale może tez dać nierozjaśniające się szczeniaki. Ciekawe, prawda?

Rozmiar psa
Te wyniki niestety wiele mi nie mówią, oprócz tego, że potwierdzają, że Erni jest psem małym lub średnim. Nie jest natomiast nosicielem genów, które odpowiadałyby za dużą masę… Nie zagłębiałam się bardziej w te wyniki. Fajna natomiast jest tabela na której możemy zobaczyć, gdzie w rasie znajduje się nasz psiak (wzrost/waga).

MyDogDNA
Breeder tool
MyDogDNA oferuje także narzędzie dla hodowców na podstawie którego dobiera genetycznie najbardziej odpowiedniego partnera dla naszego psa. Algorytm bierze pod uwagę różnorodność genetyczną i proponuje psy, które połączone z naszym, taką zapewnią.

Jak zamówić badania MyDogDNA?

1. Wejdź na stronę http://www.mydogdna.com/ i naciśnij ORDER MYDOGDNA TEST KIT
2. Zarejestruj się i opłać badania
3. Po otrzymaniu koperty z próbkami badań (pałeczki do wymazów, formularz, koperta zwrotna) udaj się do weterynarza, aby pobrał próbki z policzka i przybił pieczątkę
4. Odeślij kopertę do Finlandii*
* z racji tego, że nasza koperta wędrowała do Finlandii sporo ponad miesiąc, polecam jednak opłacić list zamiast korzystać z niby ‘opłaty uiszczonej przez adresata’.

Życzę wszystkim dobrych wyników, a jeśli ten post był dla was przydatny – zapraszam do podarowania nam paru lajków na naszym Facebooku.

My trip to China: Animal abuse and World Dog Show 2019

I recently returned from a beautiful, 3-week trip to China. I observed how much it has changed since my last visit 5 years ago. There is no question that the speed of economic development in China as well as the infrastructure wonders like the high speed train networks leave Europe far behind. Yes, pollution is still a smelly problem – EXACTLY like in our suffocating Wrocław. But if anyone dares to think that China is worse than Europe – I will repeat again that we are now in the Middle Ages and China has better… probably everything. Except for one thing that has not changed a bit since I first went to live in China almost 10 years ago. Animal rights.

In 2008 when I lived in Nanjing, I already noticed the weak birds tightly packed in cages with no possibility to move. I witnessed a sickly, red-eyed, featherless chicken tightly tied to a pole with a thin rope around its neck. I saw turtles and gold fish sold as décor in key-chain format without oxygen (sealed, heart-shaped, plastic container).

Of course, these observations only give a vague impression of the Chinese mentality when it comes to animals. I will not talk about the bestiality of dog beatings to make the meat tender before throwing pups alive into boiling water. It is a fact, but most Chinese people would not participate in SUCH practices. Still, I believe that many other things they do continually contribute to animal misfortune in China.

There is a huge difference in how we now perceive animals in Europe and how the Chinese see them. In general*, we treat animals as friends – we take an interest in their well-being, we shelter them from pain and we allow them to make our lives richer. Chinese people, also want to get richer through their animals but they treat them as things/means to an end. They don’t seem to acknowledge that an animal can be hurt or scared. When faced with a choice to hurt an animal and earn money now – they will hurt the animal without a question. In Europe this type of behaviour happens and it shocks and disgusts people – in China it’s met with acceptance.

Let me illustrate with a real life example from my trip. I visited the Gobi desert in China (city of Dunhuang) with one to-do item. I wanted to ride a strong, shiny camel…into the sunset. I paid a large sum of money for what was supposed to be a 1-on-1 camel time. We were promised to ride our camels, rest and walk with them… When the animals arrived, they were tired and dull. For my unprofessional eye, only one of them seemed strong enough to carry a human. The guide showed us how to get on the camel and off we went. A few minutes in I noticed the huge steel rod pierced through the camel’s nose. He breathed heavily and after thinking how they put it there (wanna have a guess?) – I noticed he is not even properly healed – a red, bloody infection tortured the struggling animal. The guide yanked the rope connected to the metal rod and my camel cried. At that point I told the guide to be gentle (which he listened to). For the few minutes my head was spinning and I decided to tell the camel guide off. I asked him how dare he bring a suffering animal to work? ‘’He’s fine’’ – he answered. I asked him why not let him heal first? “he’s fine” – he answered. I screamed no – he’s not fine. I obviously spoiled the camel trip for everyone involved as nobody wanted to get back on their camel anymore. After 10 minutes it was all over.

Camel Dunhuang

The next day however, around 8-10 Chinese people who saw us at a distance decided they also wanted the camel experience. The night before I managed to warn 2 Chinese girls about bloody camels, and in the morning they cancelled their participation. Before leaving I approached the stall where two camels were kept (the ones that didn’t go to work) and it turned out my camel was one of them. The animals were petrified when I approached, running from one end of the stall to the other. Those are the animals that are supposed work with people. They are trained to be obedient by torture. If they try to oppose, the guide will yank the rod piercing in their noses. In their stall, they were now bloodier than the day before. Obviously the camel guide could not let go the money earning opportunity. My words meant nothing but why would they? This is the Chinese mentality in a nutshell and as long as the business is running, it’s all ‘’fine’’.

Camel Dunhuang

Chinese people are extremely talented, they have resources that we can’t even dream of in Europe. They are great hosts, they are also artistic and amazing at making a show. China has money and can impress. Chinese people are also experts on bribery – just as they bribed the FCI member countries to vote for it hosting the 2019 World Dog Show. (Read the brave Swedish Kennel Club (SKK) standpoint on the FCI decision to award China the World Dog Show 2019) But it needs to be clear that supporting China in this case means supporting Chinese mentality of animal abuse acceptance. Of animal disrespect.

Many of the FCI country member organizations are clouded by money and dogs come second. But in China it’s different – the animals don’t even feature on the „what we care about” list. If you are thinking about showing your dog at China World Dog show 2019 – let me give you some facts.

  • Chinese people spit out chewed barbecue meats, trash and other dirt on the streets so virtually wherever you go you will need to watch your dog for the amount of ‚disgust’ that lies on the Chinese streets, I would not want my dogs paws touching the Chinese ground.
  • There are not many green areas in the cities. There are not many veterinarians in China. There is no quality dog food in the stores. And finally…
  • There are dirty rats and undernourished, unvaccinated stray dogs roaming around the streets… but hey… those will probably all be captured and killed off by the Chinese authorities in the town that hosts the grand World Dog Show in China in 2019. Obviously China will make a great show… nothing like you see in Europe. They will fund the judge’s flight tickets, hotel rooms and splendid Chinese food. After all they managed to get rid of smog for the 2008 Beijing Olympics, surely they will pull the show off and get rabies out of town for a weekend. The show will leave everyone grasping for more.

Stray dog in China

Remember though, that the smog in Beijing is back. Chinese mentality of animal bestiality and abuse may also be covered with smiles and pretend care for a couple of days, but it’s not changing anytime soon.

* Obviously there are animal abusers in Europe too, and animal lovers in China (especially old people with their toy poodles).

Recenzja zabawki Qwizl (made in USA)

Jesteśmy zaszczyceni, że we współpracy z Canifel mogliśmy testować nową zabawkę Qwizl. Zaufali nam muahaha (evil) 😈  Canifel the brave! Jak wypadły więc testy?

Na początek parę ciekawostek odnośnie samej zabawki i jej producenta:

20 lat temu w USA Założyciel West Paw oznajmia znajomym, że zacznie produkować zabawki dla psów na co oni stwierdzają, że to mega słodziakowate 🍬. Nie ma to jak wsparcie przyjaciół. Jako podlotek, ów pan dorastał na farmie wśród krów, owieczek i psiaków. O produkcji zabawek nie wiedział nic (a także o zarządzaniu zespołem) ale jako, że to Ameryka 🇺🇸, gdzie dreamsy się spełniają – kolo szybko wszystko pochytał 💪Dla West Paw ważna była produkcja na miejscu (a nie ściąganie podejrzanych części z中国). Dzięki pasji pracowników do dziś produkty West Paw są w 100% Made in USA (w tym nasz nowy Qwizl)!

Qwizl jest zrobiony z Zogoflexu®, a na stronie producenta przeczytamy, że jest recyclable, latex-free, BPA-and-phthalate-free, FDA compliant (spokojnie można z niego jeść).

Wiemy już co to jest… jak się to wymawia?

Na Qwizlu można sobie język połamać. Kwizl, Kuwizl, kjuwizel? Dlaczego? ;’( Why you do this to meeeaaa? Proste, wpadające w ucho nazwy innych zabawek West Paw to: Bumi, Tux, Jive czy Air. Ta musiała być inna. Nie wiem czy był to piątek wieczór kiedy wymyślali nazwę dla Kwizełka. Może do firmy przyszła młoda, długowłosa niunia po marketingu, mrugnęła to prezesa i szepnęła: szefuniu, może nazwijmy go Qwizl? Hihihi ❤ ❤ on przypomina mi takiego Qwizla… hihihi. Oh masz rację, Jennifer, to piękna nazwa hihihi ❤ love love. Potem musieli już żyć z takim wyborem…

Poprawna wymowa Qwizla to uwaga, uwaga – KŁYZYL. Ernest i tak tego nie wymówi, ja chyba zostanę przy Kwizeł. Jak piezeł ♥

Intryga 10/10

Jak na razie jestem pozytywnie zaskoczona Kwizełkiem, a Erni ze sporym zainteresowaniem podskakuje i podąża za zabawką. Pierwsze wrażenie klasa!

Zobacz i zalajkuj nasz filmik z UNBOXINGU

Wyzwanie dla żarłoka 9/10

Jedną z najważniejszych funkcji Kwizeła, jest możliwość napakowania go mokrą karmą do wylizywania (lub smakołykami). Jagnięcinkę z puszki pakuję do zabawki przez boczne dziurki i zamrażam. Mieści się z nim więcej niż w naszym Kongu M-ce, a cztery otwory umożliwiają rozwijanie umiejętności strategicznych u psa. Erni już znalazł sposób – czekając aż odmrozi się jedna strona, dobiera się do drugiej i tak na zmianę. Zabawka edukacyjna?

Zobacz tutaj jak Erni wziął na sposób nowego Kwiełka i kultowego Konga

Wyzwaniem są smakołyki. Próbowałam Erniemu zaserwować obiadek w Kwizełku, ale wydobycie karmy było nie lada wyczynem. Erni popiskując lizał zabawkę błagając ją o uwolnienie żarełka. Musiałam go w końcu nakarmić bo dla głodnego psa Kwizeł może być trochę takim narzędziem tortur… Dopiero po nakarmieniu zaczęła się przednia zabawa. Dziury po bokach doskonale nadają się do ukrycia mniejszych smaczków, natomiast boczne wypustki są lepsze dla większych kąsków.

Kwizeł to wymagająca zabawka dla psów zawziętych i gotowych na ciężką pracę. Leniuchy mogą szybko się poddać bo wydobycie dobrze umiejscowionej przynęty to level hard. Very hard.

Zmieniając rozmiar smaka możemy natomiast dostosować poziom trudności do psa – tak żeby dobrocie wypadały przy podrzucaniu lub turlaniu (easy) lub żeby musiał zostać wymemłanym (hard). Kwizeła można też wypełnić różnymi rzeczami od psich pasztetów, przez warzywka, owoce, smaczki, jedzonko z puszki itp.

Aport i podrzucanko 8/10

Erni (oprócz napakowanego jedzeniem) najbardziej lubi latającego, odbijającego i turlającego się Kwizeła. Nieprzewidywalność i sprężystość są mocnymi stronami zabawki. Kwizeł w locie szybko nabiera prędkości, po spotkaniu z ziemią myka w bok, budując napięcie. Erni wtedy myśli: zaraz Cię dopadnę.

IMG_7360

Kwizeł ma też inny talent – uciekanko turlanko (widać na filmiku z Unboxingu). Po skończonej zabawie psa przychodzi kolej na jego człowieka, który teraz musi szukać zabawki pod krzesłami i kanapami.

IMG_7348.jpg

Woda 4/10

Kwizeł nie tonie, ale po wstępnych testach nie odważyłam się wrzucić go na środek jeziora. Erni nie był zbytnio zainteresowany wodną zabawą Kwizłem.

Noszenie 10/10 🎁

Otworki wzdłuż zabawki pasują idealnie do szczęk. Erni często witając się z odwiedzającymi nas gośćmi przynosi im w prezencie jakąś brudną skarpetkę lub zabawkę. Ostatnio ku uciesze wszystkich, wybiera Kwizełka.

IMG_7353.jpg

Zapach 8/10

Kwizeł jest prawie bezzapachowy. Podczas testu porównawczego ze standardowym Kongiem, napełniłam obie zabawki naszą ulubioną puszką z jagnięciny – zamroziłam i dałam psu do zjedzenia. Po spożyciu i lekkim przepłukaniu Kwizeł pachniał dalej jagnięciną podczas, gdy Kong wydawał woń taniej gumy. Teraz nie wiem co bardziej pasuje psu, nigdy wcześniej też nie wąchałam psich zabawek… ale zdecydowanie stawiam tutaj na Kwizła.

Solidność (+)

Przy Ernim ciężko stwierdzić jak szczękoodporny jest Kwizeł. Pan loczek raczej mocno troszczy się o swoje zabawki i oprócz gonienia ich, podrzucania i miłosnego wtapiania zębów – unicestwia tylko te, które nie zasłużyły na miano psich zabawek (np. Kong Knots). Podejrzewam jednak, że lagotkowe piranie (wiecie kim jesteście) i inne psie piranie mogłyby systematycznie powiększyć Kwizełkową dziurę jeśli miałyby nienadzorowany dostęp do zabawki 24/7.

Ja jestem prawie pewna, że Erni nigdy jej nie zniszczy.

Smak (-)

Mogę stwierdzić tylko tyle, że w gryzieniu Kwizeł jest całkiem przyjemny, guma ma miłą dla paczy strukturę… Jednak mam teraz taki dziwny posmak w ustach 😂

Brudoodporność (zaktualizuję za parę miesięcy)

Na razie jest czysty.

Cena (-)

Kwizeł nie należy do zabawek tanich.

Zobacz jak Erni relaksuje się z Kwizełkiem

Podsumowując nasze intensywne testy, Kwizeł jest bardzo mocną pozycją zabawkową. Amerykanin zna swoją wartość i to właśnie on dyktuje Erniemu warunki współpracy – turla się, ucieka, daje jedzenie kiedy ma na to ochotę. Niełatwo go rozpracować – co wzbudza psi szacun. Kwizełku – Welcome to the Team. Team Ernest ❤

 

 

Romantyczna (jak na Włocha przystało) recenzja LIKER Cord

Pierwsze zdanie na stronie Toys4Dogs: „Ta piłka jest jedną z tych, którą Twój pies pokocha od pierwszej zabawy!”. Oj, nic bardziej mylnego! Erni się z nią szybko zabawił i…. ale o tym zaraz.

Otrzymaliśmy piłę wraz z prenumeratą Dog&Sport (Dziękujemy – jesteście super!). Jest już z nami sporo czasu. Na początku Erni oblookał Likerkę od piły do sznura i pognał uwodzić inną, krąglejszą… piłkę. Byłam pewna, że mój delikatnie szarpiący się piesek, przepełniony nowymi doznaniami (zobacz niżej struktura) zainteresuje się nią bardziej, ale to było takie średnie meh. Po paru nieudanych próbach wyswatania Erniego z Likerką, pomarańcza odeszła w kąt.

Kochać to mocne słowo… Erni traci głowę kiedy spotyka na swej drodze owłosione tenisówki, które od czasu do czasu magicznie objawiają się w krzakach (mieszkamy koło kortu tenisowego). Za chwilę z taką zrobiłby każdą sztuczkę.

Likerka widocznie jest zbyt gładka… i mimo gumowatego sznurka nie pachnie tak ponętnie gumą i nie odbija się z wystarczającym wigorem. Likerka to nie piłka, która wprawiłaby Erniego w stan osłupienia… a gdzie teraz poleci? W którym kierunku? Muszę ją złapać! Rzucając nią o ziemię Likerka zrobi dość przewidywalny skok w bok… i to nie jakoś strasznie daleko. Celując w dal też nie nabierze prędkości (ponieważ jest ultra lekka) i pies nigdy nie poczuje tego dreszczyka emocji, że musi za nią biec bo może ją stracić. Jest mocno pomarańczowa – więc tak jakby krzyczała: nigdy, przenigdy się nie zgubię, zawsze będę przy Tobie Ernisiu!!!

Likerka ma jednak piękne wnętrze i trzeba ją po prostu lepiej poznać. Najlepiej w warunakch sam na sam, żeby w pobliżu nie było żadnej konkurencji. Ona musi być po prostu cierpliwa i wyczekać momentu, kiedy pieseł chce się troszkę z piłą popieścić… a ona jest akurat w pobliżu. Po paru takich sesjach Erni zapałał prawdziwym lovem do Likerki. Robi z nią rzeczy, które robi tylko z wyjątkowymi zabawkami, a nawet widać, że sprawia mu to niezłą frajdę. Aportuje wolno, ale szarpie się całkiem intensywnie, chwytając raz tu, raz tam… Zdecydowanie warto było czekać! Dobre szarpanko jest wiele warte.

IMG_6747.jpg

Pomarańczowa piłka na taśmie. Strukturą przypomina Pullera, ale jest nieco bardziej miękka. Piłka jest ultra lekka. Cena: średnia. O wytrzymałości nie będę pisać bo Erni generalnie jest aniołem i zabawek nie psuje. Jeśli zazdrościcie to zalajkujcie posta na Facebooku.

Tester w gotowości: jeśli jesteście na tyle odważni, żeby Erni zrecenzował Wasz produkt to zapraszam do kontaktu przez FB/maila 😀 

Gorzkie słowa o zdobywaniu psiej wiedzy

Seminaria spędzam w deszczu, albo w piwnicy. Jako przewodnik psa nie jestem klientem luksusowym. Czasem więc czuję, że w psim świecie powiedzenie płacę – wymagam jest niezbyt mile widziane. Sama miałam szczęście, że zdecydowana większość semi na których byłam podołała organizacyjnie, a poziom przekazywanej wiedzy był na bardzo wysokim poziomie.

Rozmawiam jednak ze znajomymi i mniej znajomymi, szukając ciekawych zajęć proszę o opinie na temat danych szkoleniowców i często słyszę o sytuacjach, które nie powinny mieć miejsca. O tak, ludzie o tym nie napiszą, ale na prywatnych kanałach można się wiele dowiedzieć. I w drugą stronę też – doskonale wiem kto jest najlepszy.

Obserwuję (a jestem doskonałym obserwatorem HEJ!) wzrost zainteresowania czworonogami. Większość osób z którymi rozmawiam wie co to jest psie przedszkole, sporo też chce robić coś z psiakiem czy to obi, nose work, agility, you name it. Popyt na szkółki i szkolenia rośnie, a weekendy w parku większość polan jest okupowana psimi zajęciami.

Niektórzy zawodnicy szkolą się za granicą, zdobywając tam cenną dla nas wiedzę (za którą potem chętnie płacimy). Odnoszą ogromne sukcesy, postanawiają założyć szkółkę albo zorganizować semi… i odnoszą klapę organizacyjno-pedagogiczną, ale mimo to prowadzą dalej zajęcia.

Zdaję sobie sprawę z tego, że organizacja jest ciężka; że uczestnicy psich eventów mogą sprawiać problemy wychowawcze; że ich psy mogą być (jak to niefortunnie powiedziała gospodyni jednego semi) poje*ane (patrz niżej – brak szacunku); że dzień przed wszystko może się posypać. Ja chcę natomiast napisać parę słów o tym na co prowadzący ma spory wpływ i co nie powinno się zdarzać.

Brak przygotowania do prowadzonych zajęć

Chodzi o część wykładową, która nie powinna być odbębniona. Prowadzący jeździ na szkolenia i sam przecież ma wiedzę, zna ciekawostki. Jeśli mamy godzinny wykład to przygotujmy się do niego na tyle, żeby uczestnicy nie wyszli znudzeni, tylko, żeby jeszcze przez tydzień myśleli niesamowite – chcę jeszcze. Przygotowując się do prowadzenia wykładu warto z tyłu głowy zadać sobie pytanie jak zainspirować uczestników?

Osobiście nie raz wychodziłam z wykładu i pełna pomysłów leciałam do domu zamówić pudełeczka do nose work, pachołki do obi albo piłeczki do psiego fitnessu. Wymyślałam plany – czułam, że wszystko się zmieniło. Miałam cel. Da się? Oj tak!

Niezważanie na potrzeby ‘’psiego-klienta’’

Traktowanie wszystkich przypadków jednakowo i sugerowanie identycznych rozwiązań nawet jeśli to nie działa na danego psa.

Otwartość jest bardzo istotna w rozkminianiu psich problemów. Takie problemy fajnie też się rozwiązuje razem w grupie – co może akurat zadziałać na danego psa? Koleżanka opowiadała jak na seminarium wszyscy razem skupili się na trudnym elemencie i wspólnie doszli do świetnego rozwiązania. Im więcej szkoli się psów tym łatwiej takiemu prowadzącemu dobrać odpowiednią metodę. Wiadomo, że każdy kiedyś zaczyna, ale fajnie uniknąć sytuacji, że ktoś zgrywa nieomylnego i brnie w zaparte.

Lekceważenie potrzeb ludzkiego-klienta

Powinno się obserwować uczącego się człowieka, jeśli czas na to pozwala to w sesjach indywidualnych można się przecież zapytać czy masz jeszcze jakieś pytania? Najgorsze, kiedy chcemy usilnie się czegoś dowiedzieć, a prowadzący opowiada właśnie dziesiątą anegdotkę o swoim piesku. Jeśli mamy nasze ‘wejście’ które trwa ok 20 minut to niefajnie jest kiedy prowadzący odwraca się gdzieś popatrzeć albo zaczyna w tym momencie gawędzić z kimś innym. A jeszcze niefajniej kiedy kompletnie nas olewa bo zaraz będzie przerwa na kawę.

Inna sytuacja to kiedy prowadzący traktuje seminarium jako trening ze swoim własnym psem. Bez komentarza.

Następna frustrująca rzecz to spóźnienia w udostępnieniu formularzy zgłoszeniowych. Sama pamiętam jak przez godzinę siedziałam i klikałam f5. Podobnie jak ja, siedziało przed kompem jakieś 30 innych osób – to już 30 straconych godzin. Ale nasz czas jest przecież bezwartościowy.

Niechęć do dzielenia się – Monopol na wiedzę

To chyba najbardziej mnie irytuje, ale wiem, że wiele osób po prostu akceptuje taki stan rzeczy. W grę wchodzi trochę polskiej mentalności. Niechęć do współpracy. Obawa przed konkurencją. Ja umiem lepiej, ale nie powiem jak. Zabiorę ze sobą do grobu – nikomu nie pokażę. Parę razy słyszałam coś w stylu XYZ są bardzo dobrzy na początek, nauczą cię podstaw, ale jak już będziesz na wyższym poziomie to zaczną cię zbywać.

Dać coś od siebie za darmo? Napisać artykuł z merytoryczną wiedzą? Zaprosić do dyskusji? Nie – najlepiej wziąć za szkolenie grubą kasę i poskąpić przekazywanej wiedzy, oczernić konkurencje – przejechać się powierzchownie po temacie mówiąc o tym o czym uczestnicy już wiedzą. Najlepiej jak po zakończonym semi uczestnicy będą czuli się na maxa zagubieni, przytłoczeni wiedzą, a jednocześnie nie będą mieli pojęcia, gdzie dalej szukać odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Nie będą na własną rękę potrafili odtworzyć nawet najprostszej sytuacji treningowej bo nic nie złoży się w całość. Nie dostaną informacji po-szkoleniowych, zadań do przepracowania, skryptu do przeczytania albo chociaż linków do źródeł wiedzy. Bo przecież nie o to chodzi w seminarium, żeby uczestnicy wyszli mądrzejsi, tylko, żeby zrozumieli jak mądry i wspaniały jest prowadzący – i co najważniejsze – że nigdy w życiu mu nie dorównają.

Pytam bliskich znajomych po odbytym wykładzie czy czegoś nowego się nauczyli… czy poznali jakieś sztuczki/sekrety fachu? A gdzież tam, ale było ciekawie popatrzeć bo prowadzący ma taką renomę… najlepszy XYZ w Polsce przecież. Na szczęście sama nie wkopałam się w takie semi/wykład – juppi.

Następną kwestią jest nagrywanie semi – wejścia z naszym własnym psem (nie mówię tu o wykładzie). Ok, czasem prowadzący może czuć się niekomfortowo – przecież nie każdy lubi być nagrywany. Bardziej odnoszę się do sytuacji gdzie prowadzący obawia się, że ktoś z zewnątrz pozna jego super tajne podejście. Oczami wyobraźni widzą, jak w oparciu o to nagraniu konkurencja opracowuje nową ofertę szkoleniową.

Napiszę więc jaka to skrajna głupota i jak to wygląda z punktu widzenia uczestnika. Na seminariach z Asią nagrywamy wszystko – swoje wejścia, wejścia innych. Potem czasem zasiądziemy do tego nagrania i spróbujemy zrozumieć wszystko jeszcze raz. Wracam z takiego semi i pokazuję rodzince jakich niesamowitych rzeczy można się nauczyć. Po 5 minutach wszyscy już ziewają, komentują bez przekonania haha, ale fajnie i chcą jak najszybciej odejść… a przecież filmik trwa 20 minut. Czy ktoś wrzuca te filmiki na YouTube? Nie. Ja sama mam nagraną Asię jak tańczy, jak udaje swojego psa – to są moje wspomnienia i szczerze nikogo innego one nie interesują.

Czy za granicą jest inaczej? Myślę, że tak. Rola mentora jest ogólnie bardzo ceniona. W wielu branżach w Szwecji np. w medycynie, doświadczeni lekarze po przejściu na emeryturę dostają ofertę dorobienia sobie doszkalając młodych lekarzy. Ja wiem, że w Polsce jest sporo sytuacji typu dasz palec – odgryzą rękę. Ale czy blokowanie całej reszty przez coś takiego jest fair? Czy tak strasznie by było jeśli w każdym większym mieście byłby specjalista od obi/agility/psiej komunikacji/groominu/handlingu/nose work/zoo-fizjoterapii….. ?

Brak regulaminu

Dużo łatwiej się pracuje i utrzymuje kontrolę kiedy zasady są jasne. Warto więc przed rozpoczęciem szkolenia stanowczo poprosić np. o trzymanie psów w klatkach, nie puszczanie ich luzem itp. Potem wychodzą tego typu sytuacje, że nasz pies pracuje, a ktoś trzyma swojego warczaka na rękach zaraz obok i jako przewodnik zamiast dać naszemu psu luz to musimy bać się o to, żeby nasz psiak nie podbiegł czasem do tamtego. Uczestnik z uczestnikiem może się nie dogadać bo każdy jest pewny swojej racji. Prowadzący szkolenie ma autorytet i moc decyzyjną, powinien więc wprowadzić zasady, które w największym stopniu ułatwią nam… wszystko/życie.

Ogólnie dbanie o bezpieczeństwo leży w dużym stopniu po stronie organizatora. Jeśli na psim przedszkolu pozwala szczeniakom się tarmosić bez żadnej kontroli i coś się stanie to będzie wina właściciela czy prowadzącego zajęcia? Jeśli plac ćwiczeniowy jest źle przygotowany i pies np. wpadnie łapką w dół i coś sobie zrobi to wina właściciela czy organizatora? Jeśli zajęcia są organizowane przy ruchliwej ulicy, a wymagane są ćwiczenia bez smyczy i coś spłoszy psiaka to czyja będzie wina? Jako właściciele sami staramy się dbać o bezpieczeństwo naszych pupili, ale jeśli można czegoś uniknąć to czemu tego nie zrobić?

 Czemu o tym piszę?

Pewnie teraz spadnie na mnie fala hejtu, że nie wiem jak ciężka jest organizacja, że w tym środowisku nie mówi się źle o… czymś tam, że wszyscy się tu znają, że jestem zazdrosna i, że tak się nie robi.

W pracy sama zajmowałam się swego czasu przygotowywaniem szkoleń i spędziłam wiele godzin optymalizując… i usprawniając… wszystko… tak, żeby osoby biorące udział w dość nudnym szkoleniu coś z tego miały. W psim świecie mamy głód wiedzy. Nikt nie zmusza uczestników żeby uczyli się np. tajników rzucania dyskiem albo przygotowania psa do wystaw. Szkoleniowcy mają ogromne pole do popisu. Najlepsi mogą nadawać kierunek w jakim dana dziedzina się rozwija. Mogą mieć wpływ na to jakie osiągnięcia Polska będzie miała za granicą. Jak to jest możliwe, kiedy niektórzy tak strasznie się boją, że uczeń przerośnie mistrza?

 

 Odwiedź nas na Facebooku 🙂

Wybór szczeniaka na psa pracującego

Wciągnęła mnie niesamowita analiza Andersa Hallgrena odn. popędów i motywacji pracującego psa. Książka jest dostępna tylko po szwedzku, więc podzielę się z wami tym co najbardziej mnie zaciekawiło. Anders pisze głównie o pracy psów ratowniczych, ale większość można odnieść do motywacji psa w każdej pracy.

Kiedy brałam Erniego nie byłam pewna jakie cechy powinien mieć dobrze zapowiadający się sportowo szczeniak. Z obserwacji mogę wywnioskować jakie jego cechy przyczyniły się do tego, że Erni się udał. Wiem też gdzie ja popełniłam błędy wychowawcze, a gdzie Erniemu trochę brakuje. Moje odczucia pokrywają się częściowo z lekturą wybitnego, znanego na całym świecie behawiorysty Andersa Hallgrena.

Confidence

W książce Drivkraft och motivation (Popędy i motywacja) Anders wspomina, że idealne do pracy szczenie powinno dawać wrażenie pewności siebie. Do pracy nie powinno się wybierać grzecznego, posłusznego, bojaźliwego typu. Pokrywa się to w pełni z moimi obserwacjami. Na treningach i w życiu codziennym bardzo pomogło mi to, że Erni niczego się nie obawiał, a każdą nową sytuację traktował jako szanse na zdobycie smaczka albo pochwały. Nawet kiedy ten piekielny Heniek z osiedla (który nadal chodzi bez smyczy) rzucił się z zębami na małego Ernulka, to dzielny szczenior otrzepał się i pobiegł dalej. Wyobrażam sobie, że pracując z psem, który czegoś się boi musimy w dużo większym stopniu kontrolować otaczające nas bodźce.

Lagotto Romagnolo working

Energia

Ciężka wydaje mi się też praca z psem zbyt spokojnym, który znudzi się po paru minutach pracy. O tym też napisał Anders. Według niego przetestowanie szczeniaka, który ma być psem pracującym najlepiej zrobić obserwacyjnie u hodowcy. Ważny jest tutaj zwłaszcza poziom energii całego miotu (ma być wysoki). Kiedy odbierałam Erniego od hodowców, jego rodzeństwo szalało w najlepsze, a on przykleił się do mnie i leżał pod moimi nogami. Dobrze chyba więc, że ocenia się poziom całego miotu, a nie indywidualnego psa bo pomyślałabym, że akurat ten mój jest jakiś mało szalony.

Społeczność psa

Dla mnie osobiście cechą, której szukałam w psie to otwartość i przyjazne nastawienie do ludzi. Erni nie mógł być pod tym względem „bardziej”. Kiedy zobaczyłam go pierwszy raz to maluch na mój widok radośnie merdał ogonem, a do dziś piszczy i szaleje z radości, gdy widzi ludzi, których lubi. Tutaj Anders pisze tylko, że dobrze gdzieś sobie zanotować poziom społeczności psa (ale jeszcze u hodowcy, a nie w nowym domu).

Szarpanie

Następną kluczową kwestią wg. Andersa, którą ocenia się u szczeniaka jest chęć szarpania. Im bardziej szczeniak się angażuje tym lepiej to prognozuje. Próba bronienia zabawki (bronienie zasobów) od razu dyskwalifikuje takiego szczeniaka. Jeśli chodzi o szarpaczek, to Erni nigdy nie zabłysł. Góruje aport piłeczki… No i teraz zastanawiam się czy ocena na szarpaku nie może być sytuacyjna? Szarpak jest ważny wg. Andersa w ratownictwie, ja wiem, że także w obi i frisbee. Zakładam, że w agility także…  Na pewno byłoby nam łatwiej, gdyby pies był zmotywowany na szarpak, ale mimo to nieźle sobie radzi. Ernest ma ogromny poziom motywacji na samą pracę, na piłkę czy też na jedzenie. (Mimo to, zawsze podziwiam psy, które nakręcają się na szarpaczek i marzę, żeby Erni się nawrócił). Może też trzeba zwrócić uwagę na rasę psa, bo nie zdecydowałabym się na niechcącego się szarpać bordera, ale pies dowodny to już inna bajka.

Lagotto Romagnolo playing

 

Testy psychiczne

No i tak na koniec (choć rozdział zaczął się własnie od tego), Anders generalnie krytykuje testy psychologicznie psów. Uznaje on wpływ środowiska na wynik testu jako zbyt duży czynnik by taki test w 100% odzwierciedlił charakter psa. Test nie da jednoznacznych wskazówek czy pies będzie dobrym psem pracującym czy nie. Lepiej ze szczeniakiem jest wykonać coś co ja roboczo nazwę próbą pracy… Czyli jakieś łatwe zadanie odpowiadające ‘’pracy’’ którą będzie potem wykonywał. W obi pewnie spróbowałabym nauczyć szczeniaka komendy ‘’siad’’ i zobaczyła jak pójdzie… (trzy kropki to znaczy, że myślę bardzo na głos).

Jeśli chodzi o testy psychiczne, to zważając na ich ogromną popularność w Szwecji – jestem trochę zdziwiona niepewnym poziomem ich wiarygodności. Zastanawiam się czy taka moda też przyjdzie do Polski. Aczkolwiek nie jestem pewna czy Anders nie odnosi się tylko do oceny pracy z psem samej w sobie. Może ocena behawioralna psów, ale pod kątem hodowlanym nie byłaby już takim głupim pomysłem?

Podobało ci się to co przeczytałeś? Odwiedź nas na Facebooku.