III Zlot Lagotto Romagnolo

Relacja z III Zlotu Lagotto Romagnolo

To był dla nas weekend pełen emocji i wrażeń. Pokonaliśmy ponad 200 km z Wrocławia do Wawrzkowizny. Na zlot przyjechali ludzie z różnych części Polski i my jako jedyni nie staliśmy po drodze w żadnym korku. Byliśmy w domku z agilitowym Flaviem oraz specjalistką od lagotkowego włosa Joanną Mikułą i należy stwierdzić, że byli to zacni współlokatorzy. Ja wszystko gubiłam i panikowałam, a oni ciągle mnie uspokajali. Doceniam i dziękuję za wyrozumiałość.

Pierwszego wieczoru jeszcze trochę nieśmiale zapoznawaliśmy się z lagotkowym towarzystwem, czochraliśmy psy i byliśmy na wspólnym spacerze w lesie. Ja piłam radlery, za które gorąco dziękuję Dorocie z Ustrońskiego Zakątka i obiecuję, że niebawem się jakoś zrewanżuję. Dorocie zawdzięczam też superanckie gadżety w postaci lagotkowego kalendarza i obrandowanej Ustrońskim Zakątkiem piłki antystresowej, którą będę celowała w głowę Ernesta w ramach treningu obedience (piłka jest z pianki).

Wystawa

Kiedy, żetakpowiem, nastał drugi dzień ruszyliśmy wszyscy na wystawę, gdzie serdecznie przywitał nas Wojciech Burski i życzył nam udanej zabawy. Było mi osobiście miło, że zostaliśmy wywołani w ten sposób jako lagotkowe towarzystwo, ale słowa wystawa i zabawa jakoś mi osobiście razem nie pasują (choć nadal naprawdę miło wspominam wystawę u sędziny Małgorzaty Wieremiejczyk-Wierzchowskiej).

Tym razem sędziował nas sędzia Tomasz Mroczek i osądzając sędziowanie sędziego, sądzę, że był mocno skupiony ale opis był trochę krótki. Na przykład nie dowiedziałam się nic o ruchu psa, a jak widać ze zdjęć biegaliśmy dużo. Ale ogólnie z opinii wielu osądzających wynika także, że sędzia Mroczek jest delikatny i szanuje psy, co też nie jest bez znaczenia. Zajęliśmy II lokatę z oceną doskonałą w klasie otwartej, a ja zgubiłam medal. Wiedząc, że babcia będzie zawiedziona, że nie przywiozę jej nic pięknego, przeszukałam wszystko wiele, wiele razy i nie odnalazłam go. Nie-ogarem życiowym być.

Ku pomocy przyszła mi organizatorka zlotu Anita, która przyjacielsko oddała mi (uhm… mojej babci) swój złoty medal. <przytul> i <dziękuję> i <mamy złoto normalnie>

Warsztaty z zabawy i Obedience

Po południu zorganizowałyśmy z Pauliną od agilitowego Flaviuszka warsztaty z zabawy i obedience. Lagotki bawiły się sławnym już teraz mopo-szarpakiem, robiły kółeczka na podstawce czy omijały tyczki. Wszystkim uczestnikom dziękuję za śmiałość. Wszystkie psiaki, a zwłaszcza szczeniaczki spisały się na medal. Moim ukochanym szczeniaczkiem jest jednak Sorka, ponieważ jest nowym psiakiem hodowców Ernesta – Ani i Kuby Harasymowicz. Zakochałam się w Sorce od pierwszego wejrzenia, jest cudowna, puchata i bardzo szybko myśli. Przyznam od razu, że Ernest nie zapałał do niej żadnym przyjacielskim uczuciem, a wręcz drętwiał z przerażenia kiedy na chwilę kazałam mu siedzieć ze mną i z Sorą w kojcu. No cuż, jak wielu teraźniejszych młodych mężczyzn, Ernest przeraźliwie boi się dzieci.

Wieczorem grillowaliśmy, ja dalej piłam radlery, a Ernest odpoczywał w klateczce. I zaczęło padać…

Zawody psioludzkie

W niedzielę mieliśmy grać w siatkę, ale było zimno i wietrznie, więc musieliśmy zmienić plany. Zaproponowałam więc, natchniona przez moją obi-inspirację Joannę Hewelt, że zrobimy sobie psie zawody! Szczeniaczki miały konkurencje: zrobić siad i leż z naprowadzaniem na smakołyka (ile razy w ciągu 30 sek), podążać za właścicielem i zainteresować psiaka zabawką. Udział wzięły Alfina i Sora i obie wszystko genialnie zaliczyły. Konkurencje dla dorosłych psiaków były trochę trudniejsze. Liczyliśmy ile sztuczek potrafi każdy psiak, musiały na czas jak najwięcej razy podać łapkę i aportować. Pierwszą lokatę zajęła Dafne z 50 pt i aż 21 RÓŻNYCH sztuczkek. II miejsce to Flavio a III to Bella. Spisały się także Gaja, Bełtek, Camelka, Brutus, Lilou, Hobbit, Risata i Regina.

Zawody Obedience

Potem odbyły się zawody Obedience w których brał udział Ernest. Nasze pierwsze prawdziwe zawody… 2 metry koło wody. Ernest był bardzo dzielny, dostał ocenę dobrą (65/100pt) i zajęliśmy miejsce 7/7.

dsc_0910

Jestem bardzo zadowolona i dumna z niego. Jest to duży sukces biorąc pod uwagę, że:

  • Ernest IDEALNIE wykonał CAŁY aport. Jestem w szoku. Dostaliśmy za to ćwiczenie 10 pt. Zrobił to pięknie i nie liczy się nic innego… żartuję oczywiście, ale pękam z dumy.
  • Ernest nie zwiał z ringu i nie poleciał do wody.
  • Myślę, że zrobiłam prawie wszystko, żeby Ernest dobrze się bawił i jak to mówi Asia ‘zakochał w zawodach’.
  • Ernest dość szybko się opanował biorąc pod uwagę to, że tuż przed wejściem na ring był strasznie nakręcony. Ogromnie dziękuję Małgosi Pantow za pomoc w uspokojeniu nas (głównie mnie).

Dlaczego zawaliłam?

  • Ernest dopiero w trakcie 4 ćwiczenia włączył się w tryb pracy. Kolejność ćwiczeń była dla nas bardzo problematyczna. Pierwsze było zostawanie, potem przywołanie.
  • Przez zawodami za bardzo się denerwowałam i denerwowałam psa (ale w trakcie już nie).
  • Nie posłuchałam Asi Hewelt kiedy doradzała, żeby często ćwiczyć chodzenie na smyczy (Ajm sorry).

Ogólnie ogrom niekończonej się pracy przed nami, ale to doświadczenie było mi bardzo potrzebne. Po ostatnim spadku motywacji, czuję się znów nakręcona na pracę i jestem wdzięczna, że mam w życiu kombinację Ernest – Obedience. ❤

No i ogromnie dziękuję wszystkim kochanym cudownym lagottomaniakom ze zlotu (i ich psiakom), którzy przyszli nam kibicować. Chyba nigdy nie będę miała już takich kibiców, w takiej ilości. To było niesamowite.

Pulpety

A z takich smaczków, spotkaliśmy na zawodach m.in. Gambita z Pies do Kwadratu i dowiedzieliśmy się, że kojarzą nas z internetów i nawet mają Ernesta w swoim feedzie. Czujemy się mocno zaszczyceni! 🙂

W drodze z zawodów, pewna dostojna pani popatrzyła na Ernesta i powiedziała ‘ładny ma ruch’. Powiem, że chyba jestem zbyt łasa na komplementy bo mimo, że wiem, że jest bjutiful, to znowu jakoś tak mi się miło zrobiło.

Podpatrzyliśmy też u koleżanki z Lucky & Muza fajne zestawy z Warsaw Dog. Chyba się bardzo skusimy.

W drodze powrotnej do Wrocławia padał deszcz i muszę to napisać… muszę zhejtować kierowców, którzy nie wiedzą, że lewy pas służy tylko do wyprzedzania. Hejt on you!

Jeśli doczytaliście do końca, przyznajcie się – zostawcie komentarz i lajk na fejsie!

Zdjęcia dzięki uprzejmości Kuby Harasymowicz, hodowla Animus Amicitiae.

Advertisements

8 thoughts on “III Zlot Lagotto Romagnolo

  1. Proszę Cię, jak można nie mieć w feedzie psa, który nie dość, że wygląda jak słodka do bólu zębów pluszowa zabawka to jeszcze robi obi! ❤
    Aleee mieliście fajny weekend! Zazdroszczę takiego sympatycznego, zgranego towarzystwa miłośników rasy! W ozikach chyba nigdy nie udało się zorganizować takiego zlotu. 😦

    Lubię to

  2. Zlot lagotto – to chyba raj :).
    Gratulacje przeżycia i pozytywnych emocji po pierwszych zawodach obedience. Mam nadzieję, że uda mi się Was kiedyś zobaczyć w akcji na żywo (czekam na to ze zniecierpliwieniem nawet 😛 )

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s