Wybór szczeniaka na psa pracującego

Wciągnęła mnie niesamowita analiza Andersa Hallgrena odn. popędów i motywacji pracującego psa. Książka jest dostępna tylko po szwedzku, więc podzielę się z wami tym co najbardziej mnie zaciekawiło. Anders pisze głównie o pracy psów ratowniczych, ale większość można odnieść do motywacji psa w każdej pracy.

Kiedy brałam Erniego nie byłam pewna jakie cechy powinien mieć dobrze zapowiadający się sportowo szczeniak. Z obserwacji mogę wywnioskować jakie jego cechy przyczyniły się do tego, że Erni się udał. Wiem też gdzie ja popełniłam błędy wychowawcze, a gdzie Erniemu trochę brakuje. Moje odczucia pokrywają się częściowo z lekturą wybitnego, znanego na całym świecie behawiorysty Andersa Hallgrena.

Confidence

W książce Drivkraft och motivation (Popędy i motywacja) Anders wspomina, że idealne do pracy szczenie powinno dawać wrażenie pewności siebie. Do pracy nie powinno się wybierać grzecznego, posłusznego, bojaźliwego typu. Pokrywa się to w pełni z moimi obserwacjami. Na treningach i w życiu codziennym bardzo pomogło mi to, że Erni niczego się nie obawiał, a każdą nową sytuację traktował jako szanse na zdobycie smaczka albo pochwały. Nawet kiedy ten piekielny Heniek z osiedla (który nadal chodzi bez smyczy) rzucił się z zębami na małego Ernulka, to dzielny szczenior otrzepał się i pobiegł dalej. Wyobrażam sobie, że pracując z psem, który czegoś się boi musimy w dużo większym stopniu kontrolować otaczające nas bodźce.

Lagotto Romagnolo working

Energia

Ciężka wydaje mi się też praca z psem zbyt spokojnym, który znudzi się po paru minutach pracy. O tym też napisał Anders. Według niego przetestowanie szczeniaka, który ma być psem pracującym najlepiej zrobić obserwacyjnie u hodowcy. Ważny jest tutaj zwłaszcza poziom energii całego miotu (ma być wysoki). Kiedy odbierałam Erniego od hodowców, jego rodzeństwo szalało w najlepsze, a on przykleił się do mnie i leżał pod moimi nogami. Dobrze chyba więc, że ocenia się poziom całego miotu, a nie indywidualnego psa bo pomyślałabym, że akurat ten mój jest jakiś mało szalony.

Społeczność psa

Dla mnie osobiście cechą, której szukałam w psie to otwartość i przyjazne nastawienie do ludzi. Erni nie mógł być pod tym względem „bardziej”. Kiedy zobaczyłam go pierwszy raz to maluch na mój widok radośnie merdał ogonem, a do dziś piszczy i szaleje z radości, gdy widzi ludzi, których lubi. Tutaj Anders pisze tylko, że dobrze gdzieś sobie zanotować poziom społeczności psa (ale jeszcze u hodowcy, a nie w nowym domu).

Szarpanie

Następną kluczową kwestią wg. Andersa, którą ocenia się u szczeniaka jest chęć szarpania. Im bardziej szczeniak się angażuje tym lepiej to prognozuje. Próba bronienia zabawki (bronienie zasobów) od razu dyskwalifikuje takiego szczeniaka. Jeśli chodzi o szarpaczek, to Erni nigdy nie zabłysł. Góruje aport piłeczki… No i teraz zastanawiam się czy ocena na szarpaku nie może być sytuacyjna? Szarpak jest ważny wg. Andersa w ratownictwie, ja wiem, że także w obi i frisbee. Zakładam, że w agility także…  Na pewno byłoby nam łatwiej, gdyby pies był zmotywowany na szarpak, ale mimo to nieźle sobie radzi. Ernest ma ogromny poziom motywacji na samą pracę, na piłkę czy też na jedzenie. (Mimo to, zawsze podziwiam psy, które nakręcają się na szarpaczek i marzę, żeby Erni się nawrócił). Może też trzeba zwrócić uwagę na rasę psa, bo nie zdecydowałabym się na niechcącego się szarpać bordera, ale pies dowodny to już inna bajka.

Lagotto Romagnolo playing

 

Testy psychiczne

No i tak na koniec (choć rozdział zaczął się własnie od tego), Anders generalnie krytykuje testy psychologicznie psów. Uznaje on wpływ środowiska na wynik testu jako zbyt duży czynnik by taki test w 100% odzwierciedlił charakter psa. Test nie da jednoznacznych wskazówek czy pies będzie dobrym psem pracującym czy nie. Lepiej ze szczeniakiem jest wykonać coś co ja roboczo nazwę próbą pracy… Czyli jakieś łatwe zadanie odpowiadające ‘’pracy’’ którą będzie potem wykonywał. W obi pewnie spróbowałabym nauczyć szczeniaka komendy ‘’siad’’ i zobaczyła jak pójdzie… (trzy kropki to znaczy, że myślę bardzo na głos).

Jeśli chodzi o testy psychiczne, to zważając na ich ogromną popularność w Szwecji – jestem trochę zdziwiona niepewnym poziomem ich wiarygodności. Zastanawiam się czy taka moda też przyjdzie do Polski. Aczkolwiek nie jestem pewna czy Anders nie odnosi się tylko do oceny pracy z psem samej w sobie. Może ocena behawioralna psów, ale pod kątem hodowlanym nie byłaby już takim głupim pomysłem?

Podobało ci się to co przeczytałeś? Odwiedź nas na Facebooku.

Reklamy

Jak wiele zawdzięczam Cezarowi Millanowi

To prawda. Nie jestem jak Gazeta.pl, żeby ”wzbudzać emocje” i potem mówić Just kidding. Tzn. może trochę, bo Cezara nie lubimy, ale to dzięki niemu zdecydowałam się na zakup psa.

Cofnijmy się do formatywnych lat mojego życia, kiedy to znalazłam u dziadków książeczkę formatu A6 o szkoleniu psów. Jako dziecko nie lubiłam czytać, ale akurat to dzieło przewertowałam od deski do deski wyobrażając sobie jak mój przyszły psiak będzie pięknie chodził na smyczy… (sic.)

Sporo kłótni w domu było spowodowanych tym, że chcę psa. Po paru latach zgodzili się na chomika… Potem zapomniałam bo podróżując po świecie trochę nieporęcznie.

No i tak nastał moment w moim życiu, kiedy sama mogłam już podejmować decyzje, a w telewizji objawił mi się Cezar. Z wielkim podziwem oglądałam jak sprawnie rozwiązuje patowe sytuacje. Decyzja zapadła – w moim życiu pojawi się pies i będę z nim pracować.

Hodowla więc wybrana, czas oczekiwania: 3 miesiące. Należałoby się więc przygotować do tej przygody, więc zrobiłam to co każda dociekliwa osoba by zrobiła na moim miejscu – zaczęłam czytać 3-tomowe naukowe opracowanie Lindsay’a: Handbook of Applied Dog Behavior and Training. W tamtym okresie pominęłam jeszcze rozdziały o lęku, agresji i zachowaniach seksualnych. Przeczytałam natomiast wszystko o socjalizacji, psychologii szczeniąt, lęku separacyjnym itd.

No i trafiła do mnie najukochańsza włochata kulka. Kiedy odbierałam go od hodowców Ernest płakał tak jakby zdzierali z niego skórę, Ania z Kubą chyba zwątpili, a ja zastanawiałam się co zrobię jak wysadzą nas w połowie drogi. Na szczęście zarzucili w Pendolino Chopina, a maluch momentalnie zasnął w transporterze, który przez cały czas trzymałam na kolanach.

Najbardziej bałam się lęku separacyjnego – czy Erni da radę zostać sam w domu? Bałam się też sikania w domu i z innej beczki wyrywania włosów z uszu. Problematyczne zachowania były jednak zupełnie inne. Erni gdy wychodziłam słodko spał, a obsikiwał praktycznie tylko buty gościom, ponieważ tak bardzo się cieszył. Za to był skrajnie nieuważny, wbiegał w drzwi, wyskakiwał z wanny prosto na posadzkę. Na spacerach cała się trzęsłam bo chodził ciągle z nosem przy ziemi pożerając wszystkie skarby łącznie z chusteczkami. Na moje nieszczęście to był też okres, kiedy w naszym bloku mieszkali sąsiedzi zrzucający nocą jedzenie z balkonu. Na podwórku znajdowały się więc arbuzy, kapusty, pomidory. Raz leżał tam cały pstrąg, który też przez ułamek sekundy znalazł się w pyszczku małego łobuza.

Parę razy pękło we mnie wszystko co naukowo udowodnione (że psa się nie karci) i dominująco zaczęłam mu wyjmować znaleziska z pyska jednocześnie wrzeszcząc NIE WOLNO. Albo raz wykończona psychicznie ilością zjedzonych na spacerze chusteczek zaprowadziłam Erniego do kuchni i zaczęłam rozrywać papier toaletowy jednocześnie przez łzy wykrzykując do psa: mało Ci? To jedz! Ku mojemu zaskoczeniu Erni cały szczęśliwy zaczął pożerać papierowe smakołyki, a ja, kiedy już otrząsnęłam się z szoku pobiegłam wygooglować ”czy papier toaletowy jest trujący dla psa”.

Myślę, że każdy kiedyś czuł bezsilność i frustrację (dlatego o tym teraz piszę). Posiadanie psa to ciągła nauka, sporo popełnianych błędów… Nie wyrzucam sobie zbyt wiele, bo wiem, że generalnie jestem fantastico właścicielką stabilnie psychicznego, szczęśliwego psa.

Nie można oczekiwać od kogoś, że od razu będzie wiedział wszystko i że będzie podejmował same dobre decyzje. Najgorzej jest chyba jeśli ktoś ciągle stoi w wygodnym miejscu i nigdzie się stamtąd nie rusza, nie podejmuje wyzwań i nigdy nie popełnia błędów.

Ja z Ernim zebrałam już tomy wiedzy – książkowej i praktycznej. Przeszliśmy razem sporo i dotarłam do momentu, gdzie po roku w telewizji znowu trafiłam na Cezarego. Tym razem byłam już w stanie przeanalizować mowę ciała psa, która ukazywała jak diametralnie sytuacja różni się od tego co showman opowiada. Mimo wszystko, to on zaprosił mnie na tą wspaniałą podróż za co należy mu się pat, pat on the head.

 

Droga do sukcesu

Wreszcie osiągnęliśmy to! Ocena doskonała w zerówkach, czyli nasz zeszłoroczny cel i te piękne 92,5/100 punktów. Nie żałuję niczego, a gdybym miała zacząć naszą obi-podróż od początku, to zrobiłabym dokładnie tak samo. Jedno jest pewne, droga do celu jest zarąbiście zawiłłłła.

We wrześniu 2016 zaliczyliśmy nasze pierwsze zawody. Zdobyliśmy ocenę dobrą i byłam przeszczęśliwa, przetestowałam siebie i psa i wiedziałam dokładnie dokąd zmierzam – czyli na następne zawody miesiąc później we Wrocławiu. Chwila przed zawodami Erni zaczął podejmować własne decyzje życiowo-ćwiczeniowe. Nasza synchronizacja rozpadła się. Podczas startu nie wiedziałam jak zapanować nad swoimi emocjami, a co dopiero sensownie rozmawiać z psem. Przecież na treningach tak dobrze się bawimy, Erni wpatrzony we mnie jak w obrazek, a tu nagle w tak kluczowym momencie oboje doznajemy black-outu.

Jak wrócić na slak?

Pierwsze momenty zderzenia z rzeczywistością były dość bolesne. Znajomi mówili, że to nie koniec świata, że i tak poszliśmy ładnie. Inni radzili, żebym zrobiła psu przerwę – pewnie za dużo ćwiczymy. Sama myślałam, że ćwiczymy za mało. Końcówka roku była ogólnie życiowo trudna, a ja tak bardzo potrzebowałam jakiegoś pocieszenia. Odezwało się parę osób i opowiadali, że sami też mieli skomplikowane początki, a teraz jest pięknie.

Następne podejście miało miejsce 5 miesięcy później, czyli wczoraj. Tak naprawdę przez pierwsze 3 miesiące nie robiliśmy jakoś strasznie dużo… Zdobywaliśmy CeWuCe na wystawach, a potem leżeliśmy w łóżku i oglądaliśmy House of Cards… Ernest obżerał się płucami wołowymi… pomieszkiwał u nas także drugi psiut, z którym ćwiczyliśmy.. no i tak 2 miesiące przed zawodami wzięliśmy się w garść. A raczej Kamila wzięła nas w obroty. Regularne treningi, przejścia, przebiegi i wiedziałam, że jesteśmy już gotowi. Albo inaczej: wiedziałam, że Erni jest gotowy. Ja to jestem ciężkim przypadkiem. Stwierdziła to nawet sama Asia Hewelt (mam nagranie)!

No, ale czemu w momencie kiedy wreszcie nam się udało marudzę o tym jak było trudno?

  1. Rozczarowania są normalne i można je czuć, można o nich mówić.
  2. Oprócz słabych startów na zawodach, praca z psem jest sama w sobie najlepszą zabawą. Postępy widać na treningach, robiąc nowe rzeczy, ćwiczenia, sztuczki, cokolwiek. Każda wypracowana rzecz daje satysfakcje i to jest warte dużo więcej niż jednorazowy start.
  3. Nie zmienia to faktu, że dobry start daje możliwość pójścia dalej i wyznacza jakiś cel do którego dążymy, nowe ćwiczenia i perspektywy.
  4. Gdyby wszystko było łatwo to niczego bym się nie nauczyła. A jednak teraz wiem to czego nie wiedziałam 5 miesięcy temu.

Wiem co mam zrobić, żeby pies skupił się w 99% na mnie, wszedł na całkiem nowy teren i przez 8 minut bez parówy, ani piłeczki wtapiał we mnie gały i wyczekiwał komendy. I to jest największy na świecie sukces. Jestem normalnie zarąbista i mam zarąbisztego pieseła – kto powie, że Lagotto nie potrafi!?

Jak nie wierzycie to sami zobaczcie:

Shopping for your dog on AliExpress

Dog products are expensive and you can buy a lot of useful things on Chinese AliExpress. Recently I have gone crazy dog shopping there and so far everything has arrived. If it doesn’t AliExpress will give you a refund. Finding deals on AliExpress is easy, it’s not easy to know what to buy though so here are some of my recommendations.

Fly with me

Make sure give us a like us on Facebook while you’re here anyway 😉

Collapsible dog bowl around $1.60

bowl-ali
Source: aliexpress.com

It’s very small but sufficient for a lagotto.

Keywords to search for: Dog Portable Silicone Collapsible Bowl

Collapsible Water Bottle with a plastic hook around $0.65

water-bottle
Source: aliexpress.com

Keywords: Water Collapsible Bottle

Silicone bottle to squeeze out wet food during training around $1.20

silicone-ali
Source: Aliexpress.com

Keywords: Silicone Travel Packing Bottle

Scissors for cutting out hair between paws with safe endings around $0.65

scissors new.JPG
Source: aliexpress.com

These scissors look super useful for lagotto. Note: I only just ordered them so I don’t know about the quality yet.

Keywords: Nose Hair Scissors

Truelove products like harnesses or leashes $10.50 – 15.80

truelove harness.JPG
Source: aliexpress.com

These are supposed to be pretty good quality.

Keywords: truelove harness leash

Decorations like cute dog pillows around $4

This one could be a lagotto 😀

dog pillow ali.JPG
source: aliexpress.com

Keyword: dog pillow

There are also all those more obvious products I encourage you to browse through like dog toys, dog shoes, dog collars, dog clothes (especially for tiny dogs – lagotto is like a Chinese XXL), dog ID tags…

There are also some necklaces with breeds like lagotto necklace.

For those new to Aliexpress I am so happy with it. I started dog shopping there 3 months ago and I can’t stop. You do need to take into consideration that the delivery times can take around 2 months… but I think it’s worth it.

Happy shopping and please let me know if there is anything great out there on AliExpress that I still haven’t found.

If you haven’t liked Ernest’s Facebook page earlier please do now and leave a comment if you found this text useful so I can write similar posts in the future to make your lives easier.

 

 

 

Psia apteczka

Kiedyś Erni zachowywał się bardzo niepokojąco. Jakoś tak nieregularnie oddychał, trochę się trząsł. Nagrałam to więc na telefonie i pokazałam weterynarzowi, która stwierdziła, że mój kochany miś miał… czkawkę.

Oczywiście to tylko śmieszna historyjka, były też takie niezbyt miłe jak śmierdząca przekąska z ziemi, która skończyła się zatruciem i wizytą na ostrym dyżurze. Były też i skaleczenia. Przygody mieli także moi znajomi, a dobre rady lepiej mieć w zanadrzu więc podzielę się listą moich sprawdzonych produktów leczniczo-pielęgnacyjnych.

Co mam w domowej psiej apteczce?

NO-SPA: na bóle i skurcze brzucha. Można podawać psu.

Nifuroksazyd: lek w tabletkach bez recepty. Przy zatruciach można podawać 2x dziennie po jednej tabletce (na lagotka) przez minimum 3 dni.

Pectovit: hamuje i zagęszcza biegunki. Bardzo ładnie pachnie ❤

Woda utleniona: do odkażenia rany i na wywołanie wymiotów jeśli pies coś połknie podejrzanego na spacerze.

Dermatol: puder leczniczy do posypywania na rany.

ALU SPRAY – aluminium w aerozolu, zabezpiecza skórę i wspomaga proces gojenia ran.

BioProtect – probiotyk do stosowania po odrobaczeniu, antybiotykoterapii, biegunkach i zaparciach.

Adaptil (w sprayu) – hormony uspokajające w razie stresujących sytuacji.

Wazelina biała – ochrona opuszek.

Trixie Spray do pielęgnacji łap – ochrona opuszek.

Niektóre z tych produktów używam często (jak spray Trixie czy Dermatol). Nifuroksazyd czy No-Spe można kupić kiedykolwiek w aptece, ale takie rzeczy jak Pectovit czy BioProtect* warto zamówić online, gdzie cena jest 50% tańsza niż u weterynarza. Alu Spray czy Adaptil to są moje wymyślunki pod tytułem bo chcę 🙂 

*BioProtect jest drogi, ale w opakowaniu jest 60 kapsułek co spokojnie wystarczy na wielorazową ochronę po odrobaczaniu czy wspomaganie ewentualnego leczenia.

Dajcie znać co wy macie w swoich apeczkach – czego ja nie mam, a co powinnam jeszcze mieć! Życzę zdrówka i idę myć Erniemu zęby…

Weekend spędziliśmy w szkolnej piwnicy

W sobotę zaczęliśmy nowy sport – Nosework (praca nosem). Obiecałam Ernestowi kiedy był szczeniaczkiem, że nie będę typem rodzica, który przeprowadza się do nowego kraju i nigdy nie uczy psiaka-dzieciaka ojczystego języka*. Co prawda Ernestowy nos jest już uaktywniony przez liczne zabawy w szukanie zabawek i smakołyków, ale to przecież nie to samo co olejek cynamonowy, helloł!

img_5502-2

 

Nosework, a Obi

Największą różnicą między obedience, a nosework jest to, że w obi pies jest skierowany na przewodnika, a w NW pies pracuje samodzielnie. Dla obipsa początkowo trudno oderwać wzrok od właściciela (choć już pod koniec pierwszego dnia Ernest pracował sam). Obi-właścicielom z kolei ciężko zastygnąć w bezruchu. Czasem okazuje się, że pies zamiast niuchać pudła, dostawia się do nogi bo pańcia właśnie mrugnęła.

Obi natomiast nie jest utrudnieniem przy zaczynaniu nowego sportu. Myślę, że to właśnie dzięki obi-pracy, Erni szybko poukładał sobie w głowie co jest grane i zrozumiał, że nowa praca też popłaca.

Co i jak?

W pierwszej kolejności psiaki uczyły się reagować na pudełko ze specjalnie przygotowaną próbką zapachową. Za każde podejścio/niuchnięcie otrzymywały stosowną nagrodę. Następnie wprowadzaliśmy dodatkowe puste pudełka. Wtedy pies był nagradzany za zbliżenie się do tego jedynego. Próbki zapachowe umiejscawialiśmy w różnych przedmiotach, ale prawdziwa zabawa zaczęła się, kiedy pudełka zostały rozłożone w piwnicznym pomieszczeniu i Erni nagle sam z siebie zaczął przeszukiwać wszystkie szafki i zakamarki. Magia.

Następnego dnia poszerzyliśmy obszar poszukiwań. Próbka z zapachem była chowana np. na wysokościach. Cynamonu szukaliśmy także w szkolnej łazience.

Wyzwania NW

Na chwilę obecną bardzo cieszy mnie nastawienie Ernesta, jego ogromna motywacja do pracy i to, że się nie poddaje. W nosework najbardziej podoba mi się to, że sama nie muszę pracować tak ciężko jak w obi (opanowując wszystkie komendy, ucząc się co, kiedy i jak). Oddaję psu pałeczkę i podziwiam jego pracę nie wysilając się przy tym zbytnio.

Oczywiście teraz najważniejsze musimy nauczyć się oznaczać próbkę zapachową. Challenge accepted!

Nasz drugi sport – znaleziony!

Moje pierwsze doświadczenie z nosework pokazało nieco inne oblicze Ernesta. Mimo, że jest obipsem i w posłuszeństwie ma być nastawiony tylko na mnie, to w praktyce NW zobaczyłam jak niesamowicie samodzielny potrafi być Erni. Podejmuje dobre decyzje i nawet na mnie nie zerka po pomoc. Obi i NW świetnie się komponują jeśli chodzi o budowanie zaufania. W obi to ja podejmuje decyzje, a Erni musi mi ufać. W NW jest na odwrót i ten balans jest piękny. Tym samym ogłaszam, że naszym drugim sportem oficjalnie zostaje nosework!

Podziękowania

W pierwszej kolejności dziękuję Orsonowej Oli za namówienie nas na warsztaty! Największe podziękowania należą się prowadzącej Magdalenie Szewczyk Dzido. Magda jest przewodnikiem psów ratowniczych, zajmuje się też ratownictwem wodnym i dogoterapią. Jej wieloletnie doświadczenie w szkoleniu psów sprawia, że jest świetnym szkoleniowcem. Obserwowałam całe warsztaty. Każdy pies jest inny, inaczej pracuje, ma inne motywacje, a Magda potrafi znaleźć indywidualne rozwiązanie dla wszystkich. Dlatego należy jej się cześć i chwała!

Dziękuję też wszystkim uczestnikom za przemiłe towarzystwo – było bardzo fajnie, do miłego zobaczenia! I firmie Josera za pudełeczka z karmą.

* Lagotto romagnolo nie bez powodu nazywa się potocznie psem na trufle. We Włoszech, skąd pochodzą, wykorzystuje się je do odnajdywania trufli w lesie. Wielu hodowców łączy tylko najlepsze psy pracujące dzięki czemu ciągle doskonalą lagotkowe nosy. Ernest wywodzi się z linii pracujących, jego obaj pradziadkowie byli championami pracy!

Jak dbać o uszy lagotto? Wyrywanie włosów i te sprawy

Raz zajrzałam w uszy tollerowi, raz staffikowi i szybko pozazdrościłam. Lagotto należą do grupy psiaków, którym w uszach rosną włosy i należy je regularnie usuwać, aby zapewnić odpowiednią wentylacje i zapobiegać infekcjom. Samo wyrywanie włosów nie jest bolesne, ale na pewno nie należy do zbyt przyjemnych.

Z mojego doświadczenia z Ernim, najlepiej zacząć uczyć już małego szczeniaka delikatnego dotykania ścianek uszu i wyrywania palcami pojedynczych włosków. Oczywiście za każde dotknięcie należy dać psiakowi smakołyk, żeby przyjemnie skojarzył sobie tą czynność.

Wyrywam Ernestowi włoski raz na dwa/trzy tygodnie. Czyszczenie uszu zajmuje mi koło 10-15 minut. Kiedy był szczeniakiem robiłam to co dwa dni po ok. minucie z mega nagrodami. Ciężka praca popłaca bo mój lagotek jest teraz aniołkiem przy takich zabiegach.

Do wyrywania włosków z uszu stosuję:

Puder ułatwiający wyrywanie włosów z uszu firmy Show Tech

To świetny produkt. Puder osiada się na włoskach sprawiając, że są one dobrze widoczne i nie ślizgają się przy wyrywaniu. Minusem jest cena, ale jak dla mnie warto.

Płyn do czyszczenia uszu Vivog

Zaskoczyło mnie, że Vivog jest konsystencji kremu bardziej niż płynu. Działanie ma całkiem dobre (rozpuszcza woskowinę). Jest też bardzo wydajny – myślę, że spokojnie ta buteleczka starczy mi na… zawsze (o ile się nie przeterminuje). Zapach tego specyfiku jest za to okropny (pachnie tak jakby pastą do zębów, a jeszcze jak wymiesza się z woskowiną uszną – bleeeeee, okropieństwo).

Lampka czołowa

Pod względem komfortu pracy, różnica z lampką i bez niej jest tak ogromna, że nie da się tego opisać. Polecam!

Pęsetka

Najważniejsze, żeby nie miała ostrych końców. Okiełznanie wyrywania włosków pęsetą zajęło mi bardzo długo (na początku robiłam to palcami, ale ciężko było dotrzeć do głęboko osadzonych włosów). Od kiedy mam czołówkę nie tracę już włosów z oczu 😛 Wszystko świetnie widać, a cały zabieg przebiega szybko i sprawnie.

Przygotowałam dla was filmik: