Przetrwać wystawy

Wystawa psów rasowych jest dla przeciętnego psa, a nawet dla psa z wysokimi kompetencjami, bardzo trudną sytuacją. Co zrobić, żeby przetrwać wystawy? Dodatkowo, na trudne pytania odpowie psia behawiorystka Alicja Milewska z Ala od Jazza.

Moje obserwacje z każdej wystawy pokrywają się i werdykt jest negatywny: wielu właścicieli psów nie potrafi odpowiednio zadbać o swojego pupila podczas takiego wydarzenia.

Najświeższą mam w głowie sytuację z Wrocławskiej wystawy, gdzie na sam koniec dnia właściciel korygował zachowanie swojego, popiskującego i zniecierpliwionego psa mocnymi szarpnięciami ringówki i skarceniem słownym spokój! Pies odmawiający współpracy dostał nawet klapsa.

Podobnie było w Katowicach, oszołomione ogromem obcych zapachów psy wyrywały się właścicielom, którzy mocno szarpiąc ringówki próbowali przejść przez obsikane korytarze Spodku.

Teraz wyobraźmy sobie sytuacje. Nasz partner zabiera nas gdzieś (niespodzianka), ale zamiast mówić mam wszystko pod kontrolą kochanie, nerwowo drepta po mieszkaniu… chyba czegoś zapomniałam, o której ten samolot, jaka pogoda, może inne ciuchy spakować… Potem to samo w drodze na lotnisko: czy wszystko wziąłem, czy nie wpakuję się w korek, czy zdążę na odprawę

No, ale jesteśmy na miejscu. Nasz partner zabrał nas na napakowaną ludźmi stację metra. Są tam ludzie różni – jakich w życiu nie widzieliśmy – wysocy, Azjaci, głośni, śmierdzący ludzie otaczają nas z każdej strony. Nasz partner jest nerwowy, ale raz czy dwa opowiadał jak mamy się zachować. Za chwilę podejdzie do nas kontrola, musimy grzecznie stać, uśmiechnąć się. Ale chwila! Czemu kontroler nas maca i wkłada palce w zęby?!?!?! Wychodzimy ze stacji kontrolnej. Nagle biegnie na nas wielka, gruba osoba i zaczyna się drzeć. Patrzymy na partnera, a on mówi: no przecież musisz nauczyć sobie radzić. Uff, wreszcie minęło. Przepychamy się dalej. Widzimy wolną lukę, gdzie nikt nie stoi i chcemy iść sobie tam odsapnąć. Partner ciągnie nas za włosy i krzyczy: zwariowałaś? spokój!

Takie są właśnie wystawy dla psów wielu właścicieli. Teraz wyobraźmy sobie jak wyglądają wystawy dla drugiej połowy psów:

Nasz partner zabiera nas gdzieś (niespodzianka), jest trochę nerwowy, ale generalnie siedzimy sobie przed TV i spokojnie czekamy na rozwój wydarzeń. Całą drogę na lotnisko kimamy.

IMG_6408
Foto: Aleksandra Janczewska

Dotarliśmy na napakowaną ludźmi stację metra. Są tam ludzie różni – jakich w życiu nie widzieliśmy – wysocy, Azjaci, głośni, śmierdzący ludzie otaczają nas z każdej strony. Nasz partner jest spokojny, możemy się w niego wtulić, nie jesteśmy sami. Za chwilę podejdzie do nas kontrola – wiemy co się będzie działo więc jest ok – bo to mamy już doskonale przećwiczone. Musimy grzecznie stać, uśmiechnąć się. Było w porządku, może nawet i fajnie kiedy kontroler skomplementował naszą piękną fryzurę. Nagle biegnie na nas wielka gruba osoba, ale nasz partner zauważa ją i toruje jej drogę. Ona odwraca się i odchodzi. Patrzymy na partnera, a on mówi: jestem tu z Tobą, jesteś bezpieczny. Przepychamy się dalej. Partner namierza wolną lukę i zabiera nas tam, żeby sobie odsapnąć.

Dla 99% psów wystawa jest miejscem gdzie z każdej strony może w każdym momencie pojawić się nieznajomy i potencjalnie grożący im pies lub człowiek. Dodatkowo jest tam tyle zapachów. Podejrzewam, że to dla człowieka tak jakby nagle zaczął widzieć wszystko w ultra jaskrawych barwach, każdy szczególik. Zmuszanie psa, żeby w takiej sytuacji radził sobie sam jest nieludzkie. Nie wymagajmy też, żeby pies zachował się w dany sposób, nie mając wcześniej przećwiczonej z nim tej sytuacji. Dlatego polecam wszystkim właścicielom zadbanie o psychiczny dobrostan naszych championów przez:

  1. Staramy się więc przygotować do wystawy i zminimalizować nasz własny stres. Psy czują nasze emocje i reagują na nie. Nie róbmy więc rzeczy na ostatnią chwilę.
  2. Nie pozwalamy naszym psom ‘witać się’ z obcymi psami. Tym bardziej obcym psom podchodzić do i obwąchiwać naszego.
  3. Nie pozwalajmy obcym dotykać naszego psa znienacka.
  4. Idąc korytarzami albo wąskimi przejściami prowadźmy psa na obroży, krótko trzymając smycz z psem przy nodze, tworząc naszym ciałem blokadę od innych psów.
  5. Przed wystawą ćwiczmy wystawianie, ustawianie i dotykanie psa, żeby doskonale wiedział co go czeka i nie był w ogóle zaskoczony sytuacją.
  6. Jeśli mamy możliwość znajdźmy spokojne miejsce, wsadźmy psa do klatki jeśli taką ma i lubi w niej przebywać.
  7. Wystawa to generalnie nie miejsce do zaczynania nauki chodzenia na luźnej smyczy i posłuszeństwa.
  8. Jeśli pies, poruszając się po terenie wystawy, nie współpracuje z nami, to jest dobre miejsce, żeby odpuścić, poluzować wymagania i być dla psa wsparciem.

Czyli podsumowując, nic na siłę! Dla większości psów sama wystawa po prostu nie jest fajna, mimo, że np. mogą uwielbiać pokazywać się na ringu. Sam ring ma być dla psa opanowanym wcześniej ćwiczeniem i to powinno być jedyne zadanie psa na wystawie. Poza ringiem to naszym zadaniem jest zapewnieniem psu względnego spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Nie dziwmy się potem, że pies siada, nie chce ładnie stanąć i się pokazać, jeśli przez parę godzin czekając na wejście jego właściciel szarpał go na ringówce i mówił mu: radź sobie sam.

Pamiętajmy też o chorobach, które przynoszą inne psy. Po ostatniej wystawie pies znajomej i drugi jej koleżanki, musiały przez ponad tydzień przyjmować serie bolesnych zastrzyków bo ktoś wystawiał zawirusowanego psa.

Trudne pytania

Psia psycholog Alicja Milewska zgodziła się rozwikłać parę dodatkowych kwestii:

Czemu mój pies na wystawie wyrywa się do innych psów?

A: Psu trudno jest w takich warunkach zachować spokój, natężenie zapachów i tyle psów w jednym miejscu rodzi ogrom stresu – psy jeśli mają możliwość, raczej wykorzystują swobodę odejścia, gdy są na większej przestrzeni. Psy, które na wystawach wyrywają się do pobratymców są zwykle bardzo pobudzone i zestresowane sytuacją, być może chcą wszystkim napotkanym zwierzakom pokazać, jakie są niepewne i żeby im nic nie robiły. Inne psy, które nie przepadają za pobratymcami, będą się do nich wyrywać, aby wyeliminować je z tej przestrzeni, by je przegonić. Wszystko zależy tak naprawdę od psa, jego wcześniejszych doświadczeń i predyspozycji. Zależy też wiele od tego, co my robimy i w jaki sposób się poruszamy – jeśli nie dbamy o naszą strefę osobistą na smyczy, nasz pies nie będzie się przy nas czuł bezpiecznie, więc zacznie sam reagować, przejmować inicjatywę. Jeśli pies jest z nami na smyczy, a my nachodzimy na wprost różnych psów, nasze zwierzę odbiera to jako konfrontacyjne podejście, odczytuje tak nasze zamiary – nieświadomie wtłaczamy psa w sytuacje, w których nie jest w stanie sobie poradzić.

Może być też tak, że nasz pies zbyt rzadko widuje pobratymców, bo np. mieszkamy gdzieś na obrzeżach miasta i rzadko ma okazję do interakcji z psami – wtedy będzie tak pobudzony samym ich widokiem i sfrustrowany tym, że nie wie, co ma zrobić, że zacznie się wyrywać, a nawet szczekać czy w inny sposób demonstrować swoje uczucia.

Dlaczego mój pies na wystawie ciągnie na smyczy i nie chce się słuchać mimo, że w domu nie mam z nim żadnych problemów?

A: Dom to bezpieczne, znane miejsce – tam pies ma już wszystko „opanowane”. Wystawa psów to zupełnie nowa sytuacja z masą rozproszeń i warunkami, które są wysoce stresujące (hałas, zapachy, światła, ilość psów i ludzi, itd.), dlatego trudno mu będzie zachować spokój i kontrolę nad sobą w takich trudnych warunkach. Jeśli dodatkowo nie przećwiczyliśmy z naszym psem porządnie chodzenia na luźnej smyczy we właśnie takich rozproszeniach, nie ma się co dziwić, że tego nie będzie potrafił – psy słabo generalizują i żeby dobrze opanowały jakieś ćwiczenie, powinniśmy stopniowo przerabiać je w coraz to nowych, trudniejszych warunkach.

Po czym poznać, że mój pies ma już naprawdę dość?

A: Jeśli pojawiają się sygnały stresu, takie jak m.in. dyszenie, ziewanie, popiskiwanie lub szczekanie, wytrzeszczanie oczu i bieganie w tę i z powrotem w zaniepokojeniu połączone z utratą kontaktu z psem, to znak, że nasz pies nie jest w stanie wytrzymać dłużej w danym miejscu (to tylko z niektórych oznak stresu – więcej znajdziemy w etogramie psa autorstwa Alexy Capry). Często tego nie wiemy, ale także załatwianie się na ringu, za które tak złościmy się na nasze przyszłe czempiony, także jest oznaką wysokiego stresu u psa.

Nie ma tu sensu wymaganie od psa czegokolwiek czy próby przypomnienia mu nauczonych komend – pies po prostu jest tak zestresowany, że nie będzie potrafił myśleć.

A: Na koniec chciałam dodać jeszcze bardzo ważny fakt, że w każdej z tych sytuacji, gdy pies robi „coś”, to my i nasze emocje odgrywamy bardzo dużą rolę – jeśli sami się stresujemy, psy także wprawiają się w stan zagrożenia – one nie wiedzą, że właśnie się zdenerwowaliśmy, bo mamy 10min spóźnienia albo ktoś przekręcił nasze nazwisko na liście i przez to prawie nie wyszliśmy na ring – one czują tylko te uczucia i myślą, że ogólnie panuje stan zagrożenia.

Pamiętajmy także, że psy nie robią niczego na złość – nawet jeśli pies ma opanowane świetnie posłuszeństwo, a na wystawie zachowuje się skandalicznie i nie słucha nas, oznacza to po prostu, że pies nie daje rady emocjonalnie. Ma to związek z działaniem mózgu psa (ludzkiego także 🙂 ) – jeśli pies doznaje silnych emocji, uruchamia się część mózgu zwana układem limbicznym. Jeśli układ limbiczny działa na pełnych obrotach, wydzielając hormony stresu takie jak adrenalina, kortyzol, itp., kora mózgowa (czyli rejon mózgu odpowiedzialny za myślenie i przetwarzanie informacji) się wyłącza – czyli pies dosłownie nie potrafi myśleć.

Dlatego zamiast się denerwować na psa, który powinien się przecież ładnie wystawić a „odstawia cyrki”, lepiej zajmijmy się jego dobrym samopoczuciem, pomóżmy znaleźć spokojne miejsce, spróbujmy psa wyciszyć lub przejdźmy się po prostu na spacer. Wtedy jest szansa, że kora mózgowa zacznie pracować i łatwiej będzie nam psa wprowadzić w stan myślenia.

 

 Jeśli znalazłaś/eś w tym tekście coś dla siebie odwiedź nas i zostaw komentarz na Facebooku 🙂 Wtedy dajecie nam dodatkowego kopa, żeby pisać więcej 🙂

Zapraszamy także na Facebooka  Alicji, oraz na jej stronę, gdzie znajdziecie wiele ciekawych i pełnych psiej wiedzy artykułów.

 

 

 

Reklamy

Droga do sukcesu

Wreszcie osiągnęliśmy to! Ocena doskonała w zerówkach, czyli nasz zeszłoroczny cel i te piękne 92,5/100 punktów. Nie żałuję niczego, a gdybym miała zacząć naszą obi-podróż od początku, to zrobiłabym dokładnie tak samo. Jedno jest pewne, droga do celu jest zarąbiście zawiłłłła.

We wrześniu 2016 zaliczyliśmy nasze pierwsze zawody. Zdobyliśmy ocenę dobrą i byłam przeszczęśliwa, przetestowałam siebie i psa i wiedziałam dokładnie dokąd zmierzam – czyli na następne zawody miesiąc później we Wrocławiu. Chwila przed zawodami Erni zaczął podejmować własne decyzje życiowo-ćwiczeniowe. Nasza synchronizacja rozpadła się. Podczas startu nie wiedziałam jak zapanować nad swoimi emocjami, a co dopiero sensownie rozmawiać z psem. Przecież na treningach tak dobrze się bawimy, Erni wpatrzony we mnie jak w obrazek, a tu nagle w tak kluczowym momencie oboje doznajemy black-outu.

Jak wrócić na slak?

Pierwsze momenty zderzenia z rzeczywistością były dość bolesne. Znajomi mówili, że to nie koniec świata, że i tak poszliśmy ładnie. Inni radzili, żebym zrobiła psu przerwę – pewnie za dużo ćwiczymy. Sama myślałam, że ćwiczymy za mało. Końcówka roku była ogólnie życiowo trudna, a ja tak bardzo potrzebowałam jakiegoś pocieszenia. Odezwało się parę osób i opowiadali, że sami też mieli skomplikowane początki, a teraz jest pięknie.

Następne podejście miało miejsce 5 miesięcy później, czyli wczoraj. Tak naprawdę przez pierwsze 3 miesiące nie robiliśmy jakoś strasznie dużo… Zdobywaliśmy CeWuCe na wystawach, a potem leżeliśmy w łóżku i oglądaliśmy House of Cards… Ernest obżerał się płucami wołowymi… pomieszkiwał u nas także drugi psiut, z którym ćwiczyliśmy.. no i tak 2 miesiące przed zawodami wzięliśmy się w garść. A raczej Kamila wzięła nas w obroty. Regularne treningi, przejścia, przebiegi i wiedziałam, że jesteśmy już gotowi. Albo inaczej: wiedziałam, że Erni jest gotowy. Ja to jestem ciężkim przypadkiem. Stwierdziła to nawet sama Asia Hewelt (mam nagranie)!

No, ale czemu w momencie kiedy wreszcie nam się udało marudzę o tym jak było trudno?

  1. Rozczarowania są normalne i można je czuć, można o nich mówić.
  2. Oprócz słabych startów na zawodach, praca z psem jest sama w sobie najlepszą zabawą. Postępy widać na treningach, robiąc nowe rzeczy, ćwiczenia, sztuczki, cokolwiek. Każda wypracowana rzecz daje satysfakcje i to jest warte dużo więcej niż jednorazowy start.
  3. Nie zmienia to faktu, że dobry start daje możliwość pójścia dalej i wyznacza jakiś cel do którego dążymy, nowe ćwiczenia i perspektywy.
  4. Gdyby wszystko było łatwo to niczego bym się nie nauczyła. A jednak teraz wiem to czego nie wiedziałam 5 miesięcy temu.

Wiem co mam zrobić, żeby pies skupił się w 99% na mnie, wszedł na całkiem nowy teren i przez 8 minut bez parówy, ani piłeczki wtapiał we mnie gały i wyczekiwał komendy. I to jest największy na świecie sukces. Jestem normalnie zarąbista i mam zarąbisztego pieseła – kto powie, że Lagotto nie potrafi!?

Jak nie wierzycie to sami zobaczcie:

Psia apteczka

Kiedyś Erni zachowywał się bardzo niepokojąco. Jakoś tak nieregularnie oddychał, trochę się trząsł. Nagrałam to więc na telefonie i pokazałam weterynarzowi, która stwierdziła, że mój kochany miś miał… czkawkę.

Oczywiście to tylko śmieszna historyjka, były też takie niezbyt miłe jak śmierdząca przekąska z ziemi, która skończyła się zatruciem i wizytą na ostrym dyżurze. Były też i skaleczenia. Przygody mieli także moi znajomi, a dobre rady lepiej mieć w zanadrzu więc podzielę się listą moich sprawdzonych produktów leczniczo-pielęgnacyjnych.

Co mam w domowej psiej apteczce?

NO-SPA: na bóle i skurcze brzucha. Można podawać psu.

Nifuroksazyd: lek w tabletkach bez recepty. Przy zatruciach można podawać 2x dziennie po jednej tabletce (na lagotka) przez minimum 3 dni.

Pectovit: hamuje i zagęszcza biegunki. Bardzo ładnie pachnie ❤

Woda utleniona: do odkażenia rany i na wywołanie wymiotów jeśli pies coś połknie podejrzanego na spacerze.

Dermatol: puder leczniczy do posypywania na rany.

ALU SPRAY – aluminium w aerozolu, zabezpiecza skórę i wspomaga proces gojenia ran.

BioProtect – probiotyk do stosowania po odrobaczeniu, antybiotykoterapii, biegunkach i zaparciach.

Adaptil (w sprayu) – hormony uspokajające w razie stresujących sytuacji.

Wazelina biała – ochrona opuszek.

Trixie Spray do pielęgnacji łap – ochrona opuszek.

Niektóre z tych produktów używam często (jak spray Trixie czy Dermatol). Nifuroksazyd czy No-Spe można kupić kiedykolwiek w aptece, ale takie rzeczy jak Pectovit czy BioProtect* warto zamówić online, gdzie cena jest 50% tańsza niż u weterynarza. Alu Spray czy Adaptil to są moje wymyślunki pod tytułem bo chcę 🙂 

*BioProtect jest drogi, ale w opakowaniu jest 60 kapsułek co spokojnie wystarczy na wielorazową ochronę po odrobaczaniu czy wspomaganie ewentualnego leczenia.

Dajcie znać co wy macie w swoich apeczkach – czego ja nie mam, a co powinnam jeszcze mieć! Życzę zdrówka i idę myć Erniemu zęby…

Weekend spędziliśmy w szkolnej piwnicy

W sobotę zaczęliśmy nowy sport – Nosework (praca nosem). Obiecałam Ernestowi kiedy był szczeniaczkiem, że nie będę typem rodzica, który przeprowadza się do nowego kraju i nigdy nie uczy psiaka-dzieciaka ojczystego języka*. Co prawda Ernestowy nos jest już uaktywniony przez liczne zabawy w szukanie zabawek i smakołyków, ale to przecież nie to samo co olejek cynamonowy, helloł!

img_5502-2

 

Nosework, a Obi

Największą różnicą między obedience, a nosework jest to, że w obi pies jest skierowany na przewodnika, a w NW pies pracuje samodzielnie. Dla obipsa początkowo trudno oderwać wzrok od właściciela (choć już pod koniec pierwszego dnia Ernest pracował sam). Obi-właścicielom z kolei ciężko zastygnąć w bezruchu. Czasem okazuje się, że pies zamiast niuchać pudła, dostawia się do nogi bo pańcia właśnie mrugnęła.

Obi natomiast nie jest utrudnieniem przy zaczynaniu nowego sportu. Myślę, że to właśnie dzięki obi-pracy, Erni szybko poukładał sobie w głowie co jest grane i zrozumiał, że nowa praca też popłaca.

Co i jak?

W pierwszej kolejności psiaki uczyły się reagować na pudełko ze specjalnie przygotowaną próbką zapachową. Za każde podejścio/niuchnięcie otrzymywały stosowną nagrodę. Następnie wprowadzaliśmy dodatkowe puste pudełka. Wtedy pies był nagradzany za zbliżenie się do tego jedynego. Próbki zapachowe umiejscawialiśmy w różnych przedmiotach, ale prawdziwa zabawa zaczęła się, kiedy pudełka zostały rozłożone w piwnicznym pomieszczeniu i Erni nagle sam z siebie zaczął przeszukiwać wszystkie szafki i zakamarki. Magia.

Następnego dnia poszerzyliśmy obszar poszukiwań. Próbka z zapachem była chowana np. na wysokościach. Cynamonu szukaliśmy także w szkolnej łazience.

Wyzwania NW

Na chwilę obecną bardzo cieszy mnie nastawienie Ernesta, jego ogromna motywacja do pracy i to, że się nie poddaje. W nosework najbardziej podoba mi się to, że sama nie muszę pracować tak ciężko jak w obi (opanowując wszystkie komendy, ucząc się co, kiedy i jak). Oddaję psu pałeczkę i podziwiam jego pracę nie wysilając się przy tym zbytnio.

Oczywiście teraz najważniejsze musimy nauczyć się oznaczać próbkę zapachową. Challenge accepted!

Nasz drugi sport – znaleziony!

Moje pierwsze doświadczenie z nosework pokazało nieco inne oblicze Ernesta. Mimo, że jest obipsem i w posłuszeństwie ma być nastawiony tylko na mnie, to w praktyce NW zobaczyłam jak niesamowicie samodzielny potrafi być Erni. Podejmuje dobre decyzje i nawet na mnie nie zerka po pomoc. Obi i NW świetnie się komponują jeśli chodzi o budowanie zaufania. W obi to ja podejmuje decyzje, a Erni musi mi ufać. W NW jest na odwrót i ten balans jest piękny. Tym samym ogłaszam, że naszym drugim sportem oficjalnie zostaje nosework!

Podziękowania

W pierwszej kolejności dziękuję Orsonowej Oli za namówienie nas na warsztaty! Największe podziękowania należą się prowadzącej Magdalenie Szewczyk Dzido. Magda jest przewodnikiem psów ratowniczych, zajmuje się też ratownictwem wodnym i dogoterapią. Jej wieloletnie doświadczenie w szkoleniu psów sprawia, że jest świetnym szkoleniowcem. Obserwowałam całe warsztaty. Każdy pies jest inny, inaczej pracuje, ma inne motywacje, a Magda potrafi znaleźć indywidualne rozwiązanie dla wszystkich. Dlatego należy jej się cześć i chwała!

Dziękuję też wszystkim uczestnikom za przemiłe towarzystwo – było bardzo fajnie, do miłego zobaczenia! I firmie Josera za pudełeczka z karmą.

* Lagotto romagnolo nie bez powodu nazywa się potocznie psem na trufle. We Włoszech, skąd pochodzą, wykorzystuje się je do odnajdywania trufli w lesie. Wielu hodowców łączy tylko najlepsze psy pracujące dzięki czemu ciągle doskonalą lagotkowe nosy. Ernest wywodzi się z linii pracujących, jego obaj pradziadkowie byli championami pracy!

Recenzja Aqua Violet by Warsaw Dog ♡+♡=❤²

Od miesięcy przymierzałam się do kupna spójnego kolorystycznie zestawu obroża + smycz. Stwierdziłam nawet, że cena nie gra roli*. Chcę mieć coś ślicznego, żebym ładnie prezentowała się z piesełem na Wrocławskim rynku… bo wszyscy wiemy, że masywna Flexi nie jest w miejskiej sytuacji ani praktyczna, ani specjalnie urocza.

(✿´‿`)   Gdyby tylko firma nazywała się Wrocław Dog… szczyt marzeń.

Żeby zdecydować się na Warsaw Doga musiałam najpierw zobaczyć te kolory na żywo. Z miejsca zakochałam się w Aqua Violet i stwierdziłam, że musi być mą! Po miesiącu użytkowania mogę z czystym sumieniem opisać jak żyje się nam z nie-Wrocławskim, a Warszawskim dogiem (Ernest też jest Warszawiakiem z pochodzenia).

img_4730

Cena i specyfikacja

Produkt Ilość Cena
Smycz miejska | Aqua Violet
Szerokość taśmy: 2 cm
Długość smyczy: 180 cm
Kolor karabińczyka: Czarny
1 44.90zł
Z klamrą DURAFLEX ®| Aqua Violet
Rozmiar: M (34 – 40 cm)
Szerokość taśmy: 2,5 cm
Grawerowanie adresatki: NIE
1 39.90zł

Czy drogo to już indywidualna sprawa. Jak dla mnie było warto. Szkoda tylko, że grawer adresatki za 15zł to niezbyt atrakcyjna oferta.

Wygląd

Kocham, uwielbiam te kolory. Nieustannie się nimi zachwycam. Idealnie pasują do Erniego – zwłaszcza Aqua. Obroża też jest cudna. Nawet zawieszka, która zrobiła na mnie małe wrażenie w internetach, na żywo zyskała moje lajki.

Wygoda

Warsaw Dog jest moim spacerowym number one  ✌♫♪˙❤‿❤˙♫♪✌img_5164Poprzedni hit czyli neonowa Flexi dla psów do 50 kg poszła w odstawkę. Długość 180 cm jest idealna (w domu mamy też Rogz 120cm, która służy Erniemu głównie do przeciągania mnie w miejsca, w których nie chcę być).

W połowie smyczy znajduje się jakaś taka dziwna pętla. Nie do końca wiem o co chodzi, ale jest to-coś bardzo funkcjonalne, kiedy trzeba złapać za nie czy skrócić smycz np. przechodząć przez pasy.

Na początku taśma Warsaw Dog, choć lekka, jest bardzo twarda i niewygodna w ręce. Z czasem przestało mi to przeszkadzać.

Ogromnym plusem jest osobna zawieszka na adresatkę – lub na światełko. Po niemal roku użytkowania nadal w stanie idealnym:

Warsaw Dog Lagotto Ernest
Obroża po niemal roku użytkowania – zawieszka na adresatkę jest w stanie idealnym, taśma w świetnym stanie

Jakość

Taśma wygląda na bardzo trwałą, ale zdecydowanie nie jest brudoodporna i wodoodporna (choć schnie dość szybko). Po miesiącu intensywnego użytkowania przydałoby się ją wyprać… Ale boję się, że te piękne kolory zbledną. Co by tu zrobić? Dylemat. (Aktualizacja: Taśma jak najbardziej nadaje się do prania! nic się z kolorami nie dzieje, a brud bez problemu się zmywa)

Warsaw Dog recenzja lagotto ernest
Taśma po roku użytkowania, mocny, ładny kolor po wypraniu; taśma w świetnym stanie; okucia odrapane

Czarny kolor okucia obroży zszedł już w miejscu, gdzie styka się z karabińczykiem smyczy. Jest to niewidoczne, ale prawdziwe ☉_☉ (Aktualizacja: niestety, największym minusem Warsaw Doga, jest nietrwałość koloru na częściach metalowych. Tak wyglądają po niemal roku użytkowania:

Warsaw Dog lagotto ernest
Nieładne odrapania części metalowych Warsaw Dog

Kontakt z firmą

Świetny. Naprawdę.

Myśli końcowe

Pisząc o mojej ulubionej taśmie spacerowej stwierdzam, że jestem okropnie zadowolona z zakupu (stąd recenzja). Chciałam mieć coś ładnego na suche-miejskie wypady, ale Aqua Violet tak bardzo przypadła mi do gustu, że wybieram ją nawet na błotne parkowe spacery. Po roku użytkowania nadal jestem bardzo zadowolona, Warsaw Dog nadal jest moim ulubionym zestawem i jedyne co mi się nie podoba to odrapania na częściach metalowych.

Teraz jeszcze muszę kupić lekką smycz na zawody. Szukam cieniutkiej 120 cm nie ważącej nic – jeśli słyszeliście o takiej to podzielcie się ze mną.

*Oczywiście, że cena grała rolę. Pierwszy zestaw, który naprawdę mi się spodobał kosztował 300 zł.

Gdyby Lagotto Ernest był Ernestem Lagotowskim.

Cały czas odkrywam nowe tajemnice charakteru mojego psiaka i zaczęłam rozmyślać nad tym jakim byłby człowiekiem. A więc…

Ernest Lagotowski urodził się w ‘stolycy’, jednak stereotypowym Warszawiakiem nigdy nie był. Ani razu nie odwiedził Placu Zbawiciela, nie jeździł metrem, a nos najczęściej trzyma skierowany ku ziemi. Co wcale nie znaczy, że jest nieśmiały. Ależ skąd. Ernest doskonale wie, że gdzie tylko nie pójdzie dziewczyny będą piszczeć na jego widok. To pewnie za sprawą jego bujnej czupryny i spoglądających spod niej nieziemskich oczu. No i to uzębienie. Na każdym przeglądzie dentysta zwraca uwagę na jego idealny zgryz.

Gdy wychodzi z domu, Ernest zawsze serdecznie wita się ze swoimi adoratorkami. Nawet mężczyźni lubią przybić mu piątkę. Jednak zawsze wraca myślami do pełnej wdzięku blondyneczki, Camili. Razem z Camilą, którą pieszczotliwie nazywa Camelką mają wspólne pasje. Uwielbiają długie, popołudniowe spacery i wspólne pływanie. Ona zamacza tylko stópki i patrzy jak on wypływa na środek jeziora, żeby się popisać. No i kochają dobre jedzenie – kulinaria to ich pasja. Często chodzą do restauracji lub gdzieś wspólnie wyjeżdżają. Kiedy są razem nie liczy się sen, mogą tańczyć do białego rana.

Ernest ma też dobrego kumpla i sąsiada. Na co dzień trenują z Gizmińskim zapasy. Są bardzo zawzięci w tym sporcie, zaczęli na nich zwracać uwagę nawet obserwatorzy.

Ernest ma bardzo odpowiedzialną pracę. Wykonywanie poleceń przełożonych wymaga wiele samodzielnego myślenia. Czasami miesiącami pracuje nad niektórymi z elementów, przykładając ogromną wagę do szczegółów. Momentami jest bardzo ciężko, ale czuje się doceniany. Szefowa często go chwali – czasem nawet przy innych. No i dostaje duże premie – bony do restauracji, karnety na aktywności. Ma auto służbowe z prywatnym kierowcom.

Nie wszystko jest jednak takie różowe. Szefowa wymaga od niego schludności. Ernest najchętniej sprawiłby sobie dready, ale specyfikacja pracy tego zabrania. To ciągłe czesanie i podcinanie włosów, czyszczenie butów z błota, pielęgnacja paznokci – masakra. Ernest znosi to bo, wie, że w życiu nigdy nie jest idealnie, ale nie czerpie z tego przyjemności. Po godzinach może robić co chce i chętnie z tej wolności korzysta. Starożytni Grecy wierzyli, że kąpiele błotne mają magiczne właściwości. Ernest nie ma co do tego żadnych wątpliwości…

Continue reading „Gdyby Lagotto Ernest był Ernestem Lagotowskim.”

III Zlot Lagotto Romagnolo

Relacja z III Zlotu Lagotto Romagnolo

To był dla nas weekend pełen emocji i wrażeń. Pokonaliśmy ponad 200 km z Wrocławia do Wawrzkowizny. Na zlot przyjechali ludzie z różnych części Polski i my jako jedyni nie staliśmy po drodze w żadnym korku. Byliśmy w domku z agilitowym Flaviem oraz specjalistką od lagotkowego włosa Joanną Mikułą i należy stwierdzić, że byli to zacni współlokatorzy. Ja wszystko gubiłam i panikowałam, a oni ciągle mnie uspokajali. Doceniam i dziękuję za wyrozumiałość.

Pierwszego wieczoru jeszcze trochę nieśmiale zapoznawaliśmy się z lagotkowym towarzystwem, czochraliśmy psy i byliśmy na wspólnym spacerze w lesie. Ja piłam radlery, za które gorąco dziękuję Dorocie z Ustrońskiego Zakątka i obiecuję, że niebawem się jakoś zrewanżuję. Dorocie zawdzięczam też superanckie gadżety w postaci lagotkowego kalendarza i obrandowanej Ustrońskim Zakątkiem piłki antystresowej, którą będę celowała w głowę Ernesta w ramach treningu obedience (piłka jest z pianki).

Wystawa

Kiedy, żetakpowiem, nastał drugi dzień ruszyliśmy wszyscy na wystawę, gdzie serdecznie przywitał nas Wojciech Burski i życzył nam udanej zabawy. Było mi osobiście miło, że zostaliśmy wywołani w ten sposób jako lagotkowe towarzystwo, ale słowa wystawa i zabawa jakoś mi osobiście razem nie pasują (choć nadal naprawdę miło wspominam wystawę u sędziny Małgorzaty Wieremiejczyk-Wierzchowskiej).

Tym razem sędziował nas sędzia Tomasz Mroczek i osądzając sędziowanie sędziego, sądzę, że był mocno skupiony ale opis był trochę krótki. Na przykład nie dowiedziałam się nic o ruchu psa, a jak widać ze zdjęć biegaliśmy dużo. Ale ogólnie z opinii wielu osądzających wynika także, że sędzia Mroczek jest delikatny i szanuje psy, co też nie jest bez znaczenia. Zajęliśmy II lokatę z oceną doskonałą w klasie otwartej, a ja zgubiłam medal. Wiedząc, że babcia będzie zawiedziona, że nie przywiozę jej nic pięknego, przeszukałam wszystko wiele, wiele razy i nie odnalazłam go. Nie-ogarem życiowym być.

Ku pomocy przyszła mi organizatorka zlotu Anita, która przyjacielsko oddała mi (uhm… mojej babci) swój złoty medal. <przytul> i <dziękuję> i <mamy złoto normalnie>

Warsztaty z zabawy i Obedience

Po południu zorganizowałyśmy z Pauliną od agilitowego Flaviuszka warsztaty z zabawy i obedience. Lagotki bawiły się sławnym już teraz mopo-szarpakiem, robiły kółeczka na podstawce czy omijały tyczki. Wszystkim uczestnikom dziękuję za śmiałość. Wszystkie psiaki, a zwłaszcza szczeniaczki spisały się na medal. Moim ukochanym szczeniaczkiem jest jednak Sorka, ponieważ jest nowym psiakiem hodowców Ernesta – Ani i Kuby Harasymowicz. Zakochałam się w Sorce od pierwszego wejrzenia, jest cudowna, puchata i bardzo szybko myśli. Przyznam od razu, że Ernest nie zapałał do niej żadnym przyjacielskim uczuciem, a wręcz drętwiał z przerażenia kiedy na chwilę kazałam mu siedzieć ze mną i z Sorą w kojcu. No cuż, jak wielu teraźniejszych młodych mężczyzn, Ernest przeraźliwie boi się dzieci.

Wieczorem grillowaliśmy, ja dalej piłam radlery, a Ernest odpoczywał w klateczce. I zaczęło padać…

Zawody psioludzkie

W niedzielę mieliśmy grać w siatkę, ale było zimno i wietrznie, więc musieliśmy zmienić plany. Zaproponowałam więc, natchniona przez moją obi-inspirację Joannę Hewelt, że zrobimy sobie psie zawody! Szczeniaczki miały konkurencje: zrobić siad i leż z naprowadzaniem na smakołyka (ile razy w ciągu 30 sek), podążać za właścicielem i zainteresować psiaka zabawką. Udział wzięły Alfina i Sora i obie wszystko genialnie zaliczyły. Konkurencje dla dorosłych psiaków były trochę trudniejsze. Liczyliśmy ile sztuczek potrafi każdy psiak, musiały na czas jak najwięcej razy podać łapkę i aportować. Pierwszą lokatę zajęła Dafne z 50 pt i aż 21 RÓŻNYCH sztuczkek. II miejsce to Flavio a III to Bella. Spisały się także Gaja, Bełtek, Camelka, Brutus, Lilou, Hobbit, Risata i Regina.

Zawody Obedience

Potem odbyły się zawody Obedience w których brał udział Ernest. Nasze pierwsze prawdziwe zawody… 2 metry koło wody. Ernest był bardzo dzielny, dostał ocenę dobrą (65/100pt) i zajęliśmy miejsce 7/7.

dsc_0910

Jestem bardzo zadowolona i dumna z niego. Jest to duży sukces biorąc pod uwagę, że:

  • Ernest IDEALNIE wykonał CAŁY aport. Jestem w szoku. Dostaliśmy za to ćwiczenie 10 pt. Zrobił to pięknie i nie liczy się nic innego… żartuję oczywiście, ale pękam z dumy.
  • Ernest nie zwiał z ringu i nie poleciał do wody.
  • Myślę, że zrobiłam prawie wszystko, żeby Ernest dobrze się bawił i jak to mówi Asia ‘zakochał w zawodach’.
  • Ernest dość szybko się opanował biorąc pod uwagę to, że tuż przed wejściem na ring był strasznie nakręcony. Ogromnie dziękuję Małgosi Pantow za pomoc w uspokojeniu nas (głównie mnie).

Dlaczego zawaliłam?

  • Ernest dopiero w trakcie 4 ćwiczenia włączył się w tryb pracy. Kolejność ćwiczeń była dla nas bardzo problematyczna. Pierwsze było zostawanie, potem przywołanie.
  • Przez zawodami za bardzo się denerwowałam i denerwowałam psa (ale w trakcie już nie).
  • Nie posłuchałam Asi Hewelt kiedy doradzała, żeby często ćwiczyć chodzenie na smyczy (Ajm sorry).

Ogólnie ogrom niekończonej się pracy przed nami, ale to doświadczenie było mi bardzo potrzebne. Po ostatnim spadku motywacji, czuję się znów nakręcona na pracę i jestem wdzięczna, że mam w życiu kombinację Ernest – Obedience. ❤

No i ogromnie dziękuję wszystkim kochanym cudownym lagottomaniakom ze zlotu (i ich psiakom), którzy przyszli nam kibicować. Chyba nigdy nie będę miała już takich kibiców, w takiej ilości. To było niesamowite.

Pulpety

A z takich smaczków, spotkaliśmy na zawodach m.in. Gambita z Pies do Kwadratu i dowiedzieliśmy się, że kojarzą nas z internetów i nawet mają Ernesta w swoim feedzie. Czujemy się mocno zaszczyceni! 🙂

W drodze z zawodów, pewna dostojna pani popatrzyła na Ernesta i powiedziała ‘ładny ma ruch’. Powiem, że chyba jestem zbyt łasa na komplementy bo mimo, że wiem, że jest bjutiful, to znowu jakoś tak mi się miło zrobiło.

Podpatrzyliśmy też u koleżanki z Lucky & Muza fajne zestawy z Warsaw Dog. Chyba się bardzo skusimy.

W drodze powrotnej do Wrocławia padał deszcz i muszę to napisać… muszę zhejtować kierowców, którzy nie wiedzą, że lewy pas służy tylko do wyprzedzania. Hejt on you!

Jeśli doczytaliście do końca, przyznajcie się – zostawcie komentarz i lajk na fejsie!

Zdjęcia dzięki uprzejmości Kuby Harasymowicz, hodowla Animus Amicitiae.