Droga do sukcesu

Wreszcie osiągnęliśmy to! Ocena doskonała w zerówkach, czyli nasz zeszłoroczny cel i te piękne 92,5/100 punktów. Nie żałuję niczego, a gdybym miała zacząć naszą obi-podróż od początku, to zrobiłabym dokładnie tak samo. Jedno jest pewne, droga do celu jest zarąbiście zawiłłłła.

We wrześniu 2016 zaliczyliśmy nasze pierwsze zawody. Zdobyliśmy ocenę dobrą i byłam przeszczęśliwa, przetestowałam siebie i psa i wiedziałam dokładnie dokąd zmierzam – czyli na następne zawody miesiąc później we Wrocławiu. Chwila przed zawodami Erni zaczął podejmować własne decyzje życiowo-ćwiczeniowe. Nasza synchronizacja rozpadła się. Podczas startu nie wiedziałam jak zapanować nad swoimi emocjami, a co dopiero sensownie rozmawiać z psem. Przecież na treningach tak dobrze się bawimy, Erni wpatrzony we mnie jak w obrazek, a tu nagle w tak kluczowym momencie oboje doznajemy black-outu.

Jak wrócić na slak?

Pierwsze momenty zderzenia z rzeczywistością były dość bolesne. Znajomi mówili, że to nie koniec świata, że i tak poszliśmy ładnie. Inni radzili, żebym zrobiła psu przerwę – pewnie za dużo ćwiczymy. Sama myślałam, że ćwiczymy za mało. Końcówka roku była ogólnie życiowo trudna, a ja tak bardzo potrzebowałam jakiegoś pocieszenia. Odezwało się parę osób i opowiadali, że sami też mieli skomplikowane początki, a teraz jest pięknie.

Następne podejście miało miejsce 5 miesięcy później, czyli wczoraj. Tak naprawdę przez pierwsze 3 miesiące nie robiliśmy jakoś strasznie dużo… Zdobywaliśmy CeWuCe na wystawach, a potem leżeliśmy w łóżku i oglądaliśmy House of Cards… Ernest obżerał się płucami wołowymi… pomieszkiwał u nas także drugi psiut, z którym ćwiczyliśmy.. no i tak 2 miesiące przed zawodami wzięliśmy się w garść. A raczej Kamila wzięła nas w obroty. Regularne treningi, przejścia, przebiegi i wiedziałam, że jesteśmy już gotowi. Albo inaczej: wiedziałam, że Erni jest gotowy. Ja to jestem ciężkim przypadkiem. Stwierdziła to nawet sama Asia Hewelt (mam nagranie)!

No, ale czemu w momencie kiedy wreszcie nam się udało marudzę o tym jak było trudno?

  1. Rozczarowania są normalne i można je czuć, można o nich mówić.
  2. Oprócz słabych startów na zawodach, praca z psem jest sama w sobie najlepszą zabawą. Postępy widać na treningach, robiąc nowe rzeczy, ćwiczenia, sztuczki, cokolwiek. Każda wypracowana rzecz daje satysfakcje i to jest warte dużo więcej niż jednorazowy start.
  3. Nie zmienia to faktu, że dobry start daje możliwość pójścia dalej i wyznacza jakiś cel do którego dążymy, nowe ćwiczenia i perspektywy.
  4. Gdyby wszystko było łatwo to niczego bym się nie nauczyła. A jednak teraz wiem to czego nie wiedziałam 5 miesięcy temu.

Wiem co mam zrobić, żeby pies skupił się w 99% na mnie, wszedł na całkiem nowy teren i przez 8 minut bez parówy, ani piłeczki wtapiał we mnie gały i wyczekiwał komendy. I to jest największy na świecie sukces. Jestem normalnie zarąbista i mam zarąbisztego pieseła – kto powie, że Lagotto nie potrafi!?

Jak nie wierzycie to sami zobaczcie: